Tak, wiem wiem - zapowiedziałam nowe rozdziały, nową część, a na blogu wciąż pusto.
Jedyny sposób w jaki jestem w stanie to wytłumaczyć to fakt, że pisanie ostatnio idzie mi tak jakby starała się przegryźć szkło. Czyli krótko mówiąc - nie idzie. A ja, będąc mną, zwyczajnie nie wstawię nic co moim zdaniem nie jest dobre (perfekcjonizm proszę państwa - zaraza pewnych indywidualistów). Aczkolwiek wciąż widzę potencjał dla mojego pomysłu i byłoby to co najmniej głupie, by taki potencjał zwyczajnie zmarnować. Wcześniej czy później wena mi wróci, a wtedy.. witaj Loki i Rose!
Mój brak czasu również jest jednym z powodów dla których nie piszę. Jeżeli wcześniej myślałam, że jestem zarobiona po uszy to po przeprowadzce do Londynu mogę stwierdzić, że nie wiedziałam jak wygląda bycie non stop w ruchu. Dostałam się do collegu i... no cóż, łatwo nie jest. Aczkolwiek muszę przyznać, że psychologia jako jeden z przedmiotów pomaga mi w kształtowaniu postaci. O wiele łatwiej wytłumaczyć pewne zachowania, gdy umiesz je czymś poprzeć. Dodatkowo doszła jeszcze moja praca i... no cóż, sen i ja ostatnio nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Na całe szczęście czas tutaj mija szybciej niż cokolwiek innego i zanim się obejrzę nadejdzie kolejna przerwa. Może wtedy będę w stanie skupić myśli na czymś innym niż sprawdziany i wieczne pisanie ewaluacji na temat patriarchalnego społeczeństwa lub wpływu behawiorystów na dzisiejszą psychologię. Taką mam w każdym razie nadzieję...
Ale wracając do pierwotnego powodu dla którego pisze tego posta...
Otóż, w czasach gdy miałam jeszcze choć odrobinę weny (czyt. w wakacje) udało mi się napisać kilka stron opowiadania o Lokim i Iron Manie. Nie ma tego dużo, wciąż pracuje nad zbudowaniem całej idei, jednak... jak to ja, opublikowałam już pierwszy rozdział, który jakkolwiek trzyma się kupy. Z czystej ciekawości, czy innym się spodoba. Tak więc wstawię tu linka, może ktoś się zaciekawi tym co stara, dobra Mrs. Darkness skleiła:
https://www.wattpad.com/story/121406060-how-you-remind-me-frostiron
Ah i jeszcze jedno!
Kto był już na "Thor: Regnarok"? Ja idę jutro po raz... uwaga uwaga... czwarty i mam wrażenie, że ten film nigdy mi się nie znudzi. Z ręką na sercu (albo na tym skamieniałym czyś co dudni w mojej klatce piersiowej piersiowej) mogę stwierdzić, że jak na razie jest to najlepszy film MCU. Tylko doczekać teraz do "Avengers: Infinity War" i będę mogła stwierdzić, że jestem spełniona.
No nic, mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest (nawet jeżeli odczuwam wrażenie, że zostały tu jedynie duchy) i że wierzycie, że kiedyś wrócę - tym razem na dobre. Potrzebuję tej wiary.
Pozdrawiam, Mrs. Darkness
sobota, 11 listopada 2017
środa, 3 maja 2017
Rozdział 1 / Wróciłam!
Powiem szczerze...
Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek tu zawitam. Miałam poprawiać to opowiadanie, a zamiast tego tworzyłam nowe, zupełnie zapominając o moim 'pierworodnym dziecku'. Dodatkowo nie miałam ani grama weny co do tej opowieści mimo, że zapowiedziałam drugą część już dawno, dawno temu. Obietnica poprzestała na niczym, bo nie byłam w stanie zamienić jej na czyny. Ale dziś, właśnie dziś, doznałam olśnienia. Prawie w amoku napisałam cały rozdział, odrywając się od komputera tylko na krótkie wędrówki do toalety, bo bałam się, że jakakolwiek przerwa sprawi, że moja wena na nowo zniknie, a moje nadzieje na tego fanfica znikną bezpowrotnie. Dlatego siedziałam i prawie dwie godziny pisałam nowy rozdział, zdumiona faktem, że jeszcze jestem w stanie to robić. Oczywiście nie jest on pełen akcji, może po tak długiej przerwie powinnam była postarać się nieco bardziej, ale osobiście jestem zadowolona z rezultatów. Potoczyły się nieco innym torem niż początkowo planowałam, ale bieg wydarzeń będzie prowadzić do ostatecznego planu.
Bardzo dużo nauczyłam się przez tę przerwę. Na pewno moje umiejętności pisarskie wzrosły, jestem już po napisaniu dwóch opowiadań, plus zaczęłam nieskończoną liczbę kolejnych, które mam zamiar skończyć w niedalekiej przyszłości. A moja głowa wciąż roi się od niewykorzystanych pomysłów, które kiedyś mogą stworzyć kolejne 'dzieła'.
Mam nadzieję, że ktoś z moich czytelników jeszcze tu jest, jeszcze czeka. Tym razem postaram się nie zawieść.
Mrs. Darkness
Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek tu zawitam. Miałam poprawiać to opowiadanie, a zamiast tego tworzyłam nowe, zupełnie zapominając o moim 'pierworodnym dziecku'. Dodatkowo nie miałam ani grama weny co do tej opowieści mimo, że zapowiedziałam drugą część już dawno, dawno temu. Obietnica poprzestała na niczym, bo nie byłam w stanie zamienić jej na czyny. Ale dziś, właśnie dziś, doznałam olśnienia. Prawie w amoku napisałam cały rozdział, odrywając się od komputera tylko na krótkie wędrówki do toalety, bo bałam się, że jakakolwiek przerwa sprawi, że moja wena na nowo zniknie, a moje nadzieje na tego fanfica znikną bezpowrotnie. Dlatego siedziałam i prawie dwie godziny pisałam nowy rozdział, zdumiona faktem, że jeszcze jestem w stanie to robić. Oczywiście nie jest on pełen akcji, może po tak długiej przerwie powinnam była postarać się nieco bardziej, ale osobiście jestem zadowolona z rezultatów. Potoczyły się nieco innym torem niż początkowo planowałam, ale bieg wydarzeń będzie prowadzić do ostatecznego planu.
Bardzo dużo nauczyłam się przez tę przerwę. Na pewno moje umiejętności pisarskie wzrosły, jestem już po napisaniu dwóch opowiadań, plus zaczęłam nieskończoną liczbę kolejnych, które mam zamiar skończyć w niedalekiej przyszłości. A moja głowa wciąż roi się od niewykorzystanych pomysłów, które kiedyś mogą stworzyć kolejne 'dzieła'.
Mam nadzieję, że ktoś z moich czytelników jeszcze tu jest, jeszcze czeka. Tym razem postaram się nie zawieść.
Mrs. Darkness
Dziewięć
światów zostało zbudowane na bardzo konkretnych zasadach.
Połączone były
ze sobą nierozłączną więzią sprawiając w ten sposób, że losy jednej krainy
ściśle oddziaływały na pozostałe osiem. Tak więc, jeżeli Asgard walił się na
łeb na szyję to i Alfheim, i Wanaheim, i nawet podziemny Nilfheim odczuwały
skutki problemów Wiecznego Królestwa. Jednak zwykli mieszkańcy, choć dobrze zdawali
sobie sprawę z takiego łańcucha przyczynowo- skutkowego nie byli świadomi, że
prócz nich istnieje coś jeszcze. I nie chodzi tu o nieodkryte cywilizacje. Tak
się zdarzyło, że wszechświat nie kończył się wyłącznie na tym w co wierzyli
Germanowie. Tego wszystkiego było więcej, znacznie więcej, a największa więź
pojawiła się wśród bogów nordyckich, greckich i egipskich. Ich rzeczywistości
powiązane były nie tylko wierzeniowo, ale te trzy światy zostały również skazane
na jedną konkretną przepowiednię zaplanowaną od wieków i zapisaną w księdze
Norn. Apokalipsę. Kres czasów, ostateczny koniec, zagłada nie tylko ludzkości,
ale wszystkiego co żywe i martwe, ziemskie czy nadprzyrodzone. Ale od tego
momentu dzieliły ich jeszcze setki tysięcy lat, w końcu data już dawno została
wyznaczona i nic nie wskazywało na ty, by w najbliższym czasie miała ulec
zmianie.
Hel
dowiedziała się o ów zmianie, całkowicie przypadkowo. Nikt nie przygotował jej
na takową ewentualność, niezależnie od tego jak wiele razy bogowie przypominali
jej o tym, że wcześniej czy później nadejdzie dzień sądu i ostateczny kres
czasów. Kres jej panowania. Bo następstwem zagłady miała być wieczna szczęśliwość,
radość, a przede wszystkim- brak śmierci. Jeżeli ludzie nie umierają to znaczy
tyle, że nie ma miejsca dla królowej krainy zmarłych. Najgorsze w tym wszystkim
było to, że ona sama musiała wypełnić pradawną przepowiednię; z własnej woli
skazać się na męczarnię znacznie gorszą niż to co przeżywała przez miliony lat,
zamknięta w podziemnej krainie wypełnionej po brzegi ubolewającymi duszami
grzeszników. Na takie poświęcenie nawet ona nie była jeszcze gotowa.
- Mój ojciec
po raz kolejny sprowadził na mnie nieszczęście – powiedziała do siebie, tonem
pozbawionym emocji, a jednocześnie tak złowrogim, że nawet szczątki gnijące na
dnie kotłów wypełnionych piekielnym ogniem wzdrygnęły się w strachu. Kobieta
wiedziała, że Loki jeszcze nie jeden raz przysporzy jej niechcianych problemów –
żywy czy martwy, wciąż stanowił niemałe zagrożenie. Nawet w jego obecnym
położeniu, gdy był zdany jedynie na jej łaskę mógł okazać się znacznie bardziej
niebezpieczny niż ktokolwiek mógłby się po nim spodziewać. Ale Hel znała
swojego ojca na tyle dobrze, by mieć tą świadomość, że właśnie teraz, na końcu
jego szalonego, pogmatwanego umysłu powoli rodzi się plan ucieczki – oszukał ją
nie jeden raz i nic, ale to nic nie wskazywało na to, by miał zamiar
zaprzestać.
- Wezwijcie
go! – rozkazała krótko, zwracając się do zakapturzonych postaci, których lubiła
nazywać Żniwiarzami. Można powiedzieć, że nadawali śmierci charakteru,
przechadzając się po królestwie z kosami dzierżonymi w kościstych palcach. Ale
ich głównym zadaniem było przede wszystkim wykonywanie zadań powierzonych im
przez ich królową. I może jeszcze utrzymywali jej zdrowe zmysły w ryzach, aby
samotność przypadkiem nie odbiła się piętnem na jej i tak już podupadłym
zdrowiu psychicznym. W końcu komu przyda się szalona królowa?
***
Loki od bardzo
długiego czasu nie był świadomy tego co działo się wokół niego. Nie wiedział
jaki był dzień, jaki miesiąc, nie potrafił rozróżnić nocy od mroku, bo tylko
takie występowały w Krainie Hel. Przez większość czasu siedział nieprzytomny w
celi, zmuszając się do tego by dalej oddychać, by nie stracić zmysłów,
niezależnie od tego jak bardzo tutejsze potwory starały się o to, by uczynić z
niego szaleńca. Hel zadbała, by jego dusza wciąż była ściśle połączona z jego
słabym ciałem, potęgując tym jego ból. Bo w końcu nie mógł umrzeć od ran, a
jego skóra, ciało, kończyny nie mogły nie wytrzymać zadawanego im cierpienia,
niezależnie od tego ile razy łamane czy rozrywane były – i tak następnego dnia
lub, żeby było zabawniej, kilka dni później, wszystko wracało do normy. W ten
sposób jego córka mogła w nieskończoność kontynuować swoje tortury,
przynajmniej w połowie dopełniając swojej zemsty. Jakby miał jakikolwiek wybór
co do tego gdzie ją umieścić. To był jedyny sposób, żeby zatrzymać ją żywą.
No… prawie
żywą.
Ale ona tego
nie rozumiała. Kobieta była przekonana, że zrobił to dlatego, by uczynić swoje
własne życie znacznie wygodniejszym, bez córki na głowie, która bez przerwy zajmowałaby
jego myśli. Jednak czy była blisko czy daleko, w odległej krainie – tak czy
inaczej nie potrafił przestać o niej myśleć. Nie mógł powiedzieć, że zasługiwał
na tytuł ojca roku, ale zrobił wszystko co było w jego mocy, by zapewnić jej
bezpieczeństwo. I co dostał w zamian? Jedynie ból, cierpienie i wieczne męki –
na tyle zdał się jego genialny plan.
Chyba nie oczekiwałeś, że przyjmie cię czerwonym
dywanem i dźwiękiem harf? Zasłużyłeś na wszystko co cię spotyka, jeżeli nie ze
względu na nią, to ze względu na wszystko inne. Zniszczyłeś tyle osób, że to
nigdy się nie skończy.
Loki przeklął
cicho, gdy głos w jego głowie po raz kolejny dał o sobie znać. Powoli zaczynał
się zastanawiać czy może rzeczywiście nie oszalał; może to, że tu wylądował
było jedynie nieuniknionym skutkiem, ironicznym podsumowaniem całego jego,
niezbyt urokliwego, życia. Czy fakt, że już wcześniej słyszał w głowie ten
przeklęty głos, coś na kształt kompasu moralnego, jego własnego kata – czy pobyt
w piekle jedynie zaostrzy jego komentarze? A może jego życie to jedynie iluzja,
przelotny sen, z którego jedyną prawdziwą rzeczą było jego szaleństwo? „Pleciesz
głupoty. Samotność nigdy ci nie służyła” skarcił się w myślach, odsuwając na
bok rozterki drugiego rzędu. Musiał się stąd wydostać, jeżeli nie dla siebie to
chociażby dla Rose. Rose. Co się z
nią stało, gdy umarła? Co stało się z jej duszą wielokrotnie splamioną przez
działania Kłamcy? Sprowadził ją na złą drogę, zrobił z niej kogoś kim nigdy nie
była, kim nigdy nie powinna się stać. Tylko dlatego, że Loki tego chciał, że
jej potrzebował i nie potrafił pozwolić jej odejść.
- Królowa cię
wzywa! – z przemyśleń wyrwał go chłodny, stalowy głos dochodzący zza kamiennych
drzwi prowadzących do jego celi. Momentalnie poczuł jak temperatura w
pomieszczeniu spada o kilkanaście stopni w dół, a jego skóra stopniowo zmienia
swój kolor. To się nie dzieje, pomyślał,
obserwując jak jego niezdrowo blade ręce z każdą sekundą przybierają niebieski
odcień. Nawet nie zorientował się, gdy na jego błękitnym nadgarstku zaciska się
trupia, koścista dłoń Żniwiarza sprawiając, że z trudem jest w stanie złapać
kolejny oddech. Przed oczami pojawiają się czarne plamy, a on traci kontakt z
rzeczywistością w momencie, gdy siłą zostaje wywleczony ze swojej celi.
Kiedy udaje mu
się odzyskać przytomność znajduje się już w zupełnie innym miejscu; nie są to
lochy, ani sala tortur, z którą zaznajomił się na tyle dobrze, by móc ją poznać
nawet, gdyby jakimś cudem królowa postanowiła odebrać mu zdolność wzroku.
Zamglonym, rozproszonym spojrzeniem rozgląda się wokół siebie, nie będąc w
stanie skupić się na niczym co się tam znajduje. Ma wrażenie, że jego klatka
piersiowa przygnieciona jest czymś co najmniej tak ciężkim jak młot Thora, a
mimo wszystko wciąż jest w stanie oddychać. Nie rozumie co się dzieje, jego
dotychczas czysty umysł, zaśmiecony jedynie nieprzychylnym mu głosem, teraz był
całkowicie ogłupiały na okoliczności w jakich się znalazł. I to właśnie
niepokoiło go najbardziej.
- Po raz
kolejny mam przez ciebie problemy – cichy, melancholijny głos dobiegł go z
któregoś punktu, umieszczonego sam nie był pewien gdzie. Ale był to znajomy
głos, bardzo znajomy, choć on nie był w stanie zlokalizować w swojej pamięci
tego skąd dokładnie go znał. Czemu miał wrażenie jakby jego mózg z nieznanych
mu przyczyn stopił się w plazmę, z której on już na pewno nie będzie mieć
żadnego pożytku? Czy to możliwe, że oszalał?
- Nie rozumiem…
gdzie… gdzie jestem? – spytał, ochrypłym głosem, nie mogąc oswoić się z tym jak
w tej chwili brzmiał. Jego wzrok wciąż błądził po ciemnym pomieszczeniu, całkowicie
nie odnajdując się w otaczającym go mroku do którego już od kilku minut
powinien był się przyzwyczaić. Dlatego prócz podejrzeń szaleństwa zaczynał
rozważać ślepotę, choć nie mógł być już niczego pewien. Nie, gdy jego umysł
został zmącony tak wieloma znakami zapytania, które zamiast znikać jedynie się
powielały.
- No tak. Twój
umysł. Nie martw się, ojcze, niedługo
wróci ci jasność myślenia. W między czasie wytłumaczę ci powód twojego…
przybycia – nieznany głos po raz kolejny odbił się echem po otaczającym go
pomieszczeniu, wracając do niego z taką częstotliwością, że nie był w stanie
powstrzymać się przed tym by zasłonić uszy przed niechcianym i wyjątkowo
nieprzyjemnym, hałasem. I zrobiłby tu, gdyby nie szczęknięcie metalu
oplatającego jego smukłe nadgarstki na tyle ciasno, by odcisnąć na nich swoje
piętno. Kajdany. Był więźniem, był ojcem. Był martwy. Loki. Jego własne imię przyszło do niego w chwili olśnienia,
wracając mu resztę jego sprawnego umysłu, zwracając mu wzrok i wrażliwość na
doznania zewnętrzne. Wciąż czuł się wyobcowany we własnym ciele, jednak
zdecydowanie wolał to od ziejącej w czaszce pustki i braku zdolności do oceny
obecnej sytuacji. A z tego co zdołał wywnioskować przez te kilka dłużących się
sekund to tyle, że jego sytuacja była… patowa. Bo zdążył się przekonać, że
jedyną rzeczą gorszą od tortur była jego córka we własnej osobie, zwracająca
się do niego w tak spokojny sposób jakby zaraz miała go skrócić o głowę. Gorzej
będzie, jeżeli w przypływie pomysłowości posunie się do tego, że Loki będzie
musiał tą głowę własnoręcznie złapać.
- Jeżeli
znudziło ci się torturowanie mnie to zapewniam cię, jestem o wiele bardziej
przydatny poza więziennymi lochami – odpowiedział nonszalancko, skupiając
zielone tęczówki na znudzonej twarzy Hel. Na jej lewym ramieniu usadził się
czarny szkielet kruka, którego kobieta co jakiś czas raczyła kawałkami mięsa i
czarnowłosy musiał się bardzo postarać, by nie obrazować sobie tego w jaki
sposób pozyskała owo mięso. Jednego był pewien – nie należało ono do
zwierzęcia.
- Nie jesteś
mi do niczego przydatny. Zrobiłeś więcej złego nawet nie wychylając się poza
swoją celę. A teraz wszystkim nam przyjdzie za to płacić ogromną cenę – spokój Hel
uderzył w Lokiego znacznie mocniej niż gdyby wymierzyła w niego gniewnym tonem.
A dodatkowo wprowadziła go w znaczną dezorientację, co w jego przypadku było
nie lada wyczynem.
- Chyba musisz
mówić jaśniej, córeczko. Znany jestem z wielu umiejętności, ale czytanie w myślach
zdecydowanie nie jest jedną z nich.
- Chyba znana
ci jest przepowiednia dotycząca Regnaroku? – spytała nagle kobieta, na co otrzymała
zdziwione spojrzenie czarnowłosego i delikatne skinienie głową, choć z jego
twarzy można było wyczytać jawne zaciekawienie. Nie mógł się nawet spodziewać
do czego ta zmierza.- Ale jestem prawie pewna, że nie masz pojęcia o tym, że wszystkie
apokalipsy połączone są ze sobą nierozrywaną więzią.
- No
oczywiście, że tak. Gdy jedyna kraina upada, reszta upada wraz z nią. To chyba
oczywiste…
- Nie, Loki.
Nie mówię tu tylko o naszych krainach. Nie jesteśmy sami. Istnieje znacznie
więcej niż dziewięć krain, które zdążyłeś poznać wzdłuż i wszerz podczas
swojego życia. Wszechświat jest znacznie bardziej złożony, ale przekonałam się
o tym zdecydowanie za późno – przerwała na chwilę, gwałtownie podnosząc się z
majestatycznego tronu i nie zważając na swoją pozycję, zeszła po schodach, powoli
kierując się w stronę klęczącego u jej stóp, Lokiego. Dopiero z bliska była w
stanie zobaczyć w jak opłakanym stanie było ciało jego ojca; tortury dały swój
rezultat o wiele mocniej niż początkowo planowała. Zużyte brudne szaty
niechlujnie wisiały na kościstym ciele czarnowłosego, a przez jego cienką,
bladą skórę bardzo widocznie przebijał się ostry szkielet, zamieniający byłego
boga w kreaturę bliską truposzowi. Kości policzkowe mężczyzny odznaczały się na
zmęczonej twarzy znaczenie wyraźniej niż do tej pory, natomiast zielone oczy
utraciły swój żywy kolor i przybrały barwę brudnego stawu. I jak ona miała to
teraz odkręcić?
- Pradawne
wyrocznie związały ze sobą trzy różne wyznania, wydając na nie ten sam wiążący
wyrok. Narodziły się razem i razem miały umrzeć. A jeden nordycki bóg miał
zacząć apokalipsę reszty – dokończyła, patrząc znacząco na Lokiego, którego
wyraz twarzy powoli zmieniał się ze zdziwienia na stopniowe rozumienie tego co
właśnie powiedziała Hel. On miał zacząć apokalipsę. On był początkiem końca.
Szkoda tylko, że nikt go wcześniej nie ostrzegł, że jego osoba będzie początkiem
końca więcej niż dziewięciu światów, które znał od dziecka.
- Ale ja nie
żyję. Jak niby miałabym rozpocząć Regnarok skoro gniję w twojej krainie? –
spytał, gdy jego zmęczony umysł nie potrafił dłużej łączyć obcych mu faktów.
Zbyt wiele nowych informacji spływało na niego w zbyt krótkim czasie, a on nie
potrafił zrobić nic więcej jak zdać się na swoją córkę, licząc, że będzie na
tyle przychylna by wytłumaczyć mu zaistniałe nieścisłości. W końcu po to go
chyba wezwała.
- Właśnie w
tym cały problem. Nie żyjesz. Twoja śmierć spowodowała rozłam w łańcuchu
stworzonym milenia przed tym jak się urodziłeś. Otworzyłeś pomiędzy nami takie
dziury czasoprzestrzenne, że bogowie bez problemu zaczęli przechodzić między
krainami, jakby przechodzili przez otwarte wrota. Nastał chaos, Loki. Chaos w
którym przyjdzie nam zginąć znacznie gorszą śmiercią niż to co czekało cię
ostatnim razem.
Mężczyzna
otworzył szerzej oczy, nie spodziewając się tak skomplikowanej odpowiedzi. Nie
spodziewał się również, że zostanie ona wypowiedziana z tak wieloma emocjami; w
końcu Hel zdecydowanie nie należała do tych ‘wylewnych’ kobiet. Jeżeli chaos
wywołuje u Królowej Zmarłych tak silne wzburzenie to ich sytuacja jest gorzej niż
patowa. Jest beznadziejna. Z drugiej strony… Loki był bogiem chaosu. Nikt inny
nie odnajdywał się w zamieszaniu tak dobrze jak on. Wystarczyło jedynie, żeby
wydostał się z tej śmierdzącej zgnilizną krainy, a z łatwością doprowadzi
wszystko do znanego im porządku.
- Wypuść mnie –
zaczął, a widząc jak jedna brew na kościstej twarzy Hel unosi się w górę,
uśmiechnął się cwaniacko, przywołując do siebie najczęściej używaną przez niego
maskę. Maskę kłamcy. - Dobrze wiesz, że tylko ja jestem w stanie to naprawić. Z
tego co rozumiem różni bogowie pozmieniali swoje stanowiska, apokalipsa może przyjść
nieoczekiwanie i to nie z mojej winy, a to znaczy, że potrzebujesz kogoś kto pogrzebie
trochę w chaosie by wydobyć z niego porządek. Chyba nie znasz osoby, która
nadawałaby się do tej pracy lepiej niż ja.
Hel patrzyła
chwilę na ojca z powątpiewaniem jasno wypisanym na jej zmęczonej twarzy. Ale
nie miała wyboru. Dobrze wiedziała, że jedynym sposobem na wyjście z problemu
jest główny jego sprawca. Zwalczała ogień ogniem i to jak na razie była jej
jedyna broń. Nawet tytuł Królowej Zmarłych na niewiele się zdał w zaistniałej
sytuacji.
Jeden ruch
dłoni przywołał Kłamcę do porządku, pozbawiając go raniących nadgarstki kajdan
i odziewając go w jego standardowy strój, dodatkowo wracając mu nieco zdrowia
na którym usilnie żerowała podczas jego pobytu w Krainie Zmarłych. Intensywna
zieleń wróciła do jego tęczówek, a wraz z nią wrócił charakterystyczny błysk
zwiastujący nadchodzące problemy.
- Zrobię
wszystko co w mojej mocy, by naprawić szkody, które wyrządziłem. Możesz mi
zaufać – powiedział czarnowłosy, kłaniając się przed kobietą, a na jego ustach
po raz kolejny zawitał niebezpieczny półuśmiech.
- Tobie nie
wolno ufać, Loki – Hel odparła beznamiętnie, odwracając się do niego plecami i
po raz kolejny zasiadła na swoim tronie, obserwując jak jej ojciec powoli
oddala się w stronę wyjścia z Królestwa. Właśnie wtedy przypomniała się o
jeszcze jednej istotnej sprawie z którą powinna zaznajomić Kłamcę.- Jest
jeszcze jedna rzecz, która może cię zaciekawić – powiedziała, sprawiając, że Loki
zatrzymał się wpół kroku, obracając się w stronę kobiety. – Twoja Rose nie
przepadła. Wciąż możesz ją odzyskać.
- Skoro nie ma
jej u ciebie to raczej wątpię w to, żeby Valhalla oddała mi ją z powrotem.
- Oh, nie odda
ci jej. Bo jej nie posiada. Przejął ją mój… kolega po fachu. Ale ostrzegam –
kobieta przekrzywiła głowę, ukazując swoją mniej urodziwą stronę, rozciągającą
się w krzywym uśmiechu – jest znacznie trudniejszy w obyciu ode mnie.
***
Dziewczyna nie
była pewna tego gdzie się znajduje, jakim cudem się tu znalazła, ani jak długo
leży zamknięta w czterech ścianach widząc jedynie ciemność i słysząc krzyki
oraz ujadanie ludzi, błagających o litość. Czuła pieczenie skóry, to jak powoli
żarzące uczucie wypalało ją od środka, tak że obawiała się, że niedługo nie
pozostanie z niej nic więcej jak resztki dymu i siarki. Chciała krzyczeć, ale
każda próba wydania z siebie choć odrobiny głosu kończyła się tym, że dźwięki
dławiły się w jej gardle pozostawiając ją bez tchu i chęci na dalszą walkę. Nie
miała pojęcia jak długo będzie w stanie to jeszcze znosić.
- I co ja mam
z tobą zrobić? – niespodziewanie usłyszała obok siebie głos. Nie przypominał on
żadnego z tych, które krzyczały do niej o pomoc. Nie, ten głos był przyjemny
dla ucha, głęboki, z delikatną chrypką drażniącą struny głosowe. Ale wciąż był
dla niej niczym więcej jak obcym głosem, mówiącym do niej bardziej logicznie
niż morze innych głosów, które nie miały najmniejszego sensu. I to zaczynało ją
martwić, bo miała okazję żyć w tak dziwnych miejscach, że wcale nie zdziwiłaby
się, gdyby następnym krokiem byłaby utrata zmysłów. Czy ona w ogóle umarła czy
to był jedynie koszmar z którego nie potrafi się obudzić?
- Nie śnisz,
skarbie. Nie jestem aż tak zdolny by kontrolować twoje zdrowie psychiczne, więc
tu też nie ma powodów do obaw – po raz kolejny tajemniczy mówca odezwał się do
niej, ale tym razem słyszała w jego głosie znaczące rozbawienie. Jej nie było
do śmiechu. – Zaczynam mieć wrażenie, że możesz mi się przydać, Rose.
Nagle oślepiło
ją światło. Jej ręce skrępowane były za jej plecami, natomiast ona klęczała na
środku przestronnego pomieszczenia, choć jeszcze chwilę wcześniej była całkowicie
pewna, że leżała na zimnej posadzce w klaustrofobicznej celi. Dodatkowo
otaczające ją głosy całkowicie ucichły, pozostawiając po sobie przyjemną,
dudniącą w uszach ciszę. Nigdy nie była za nią tak wdzięczna jak teraz.
Niepewnie rozejrzała się wokół, skupiając uwagę na symetrycznych kolumnach,
umieszczonych w każdym z czterech rogów kwadratowego pomieszczenia wyłożonego
zdumiewającym, czerwonym marmurem. Była pewna, że kolor budowli sprawia dziwne
wrażenie, jakby ten płonął. Naprzeciwko niej znajdował się natomiast znaczących
rozmiarów tron na którym rozsadzony był mężczyzna, którego głos słyszała
wcześniej. Ale skąd wiedziała, że należał właśnie do niego?
- Łatwo
zapadam w pamięć. To jedna z moich niewielu zalet – odparł i teraz Rose była
pewna, że to on wcześniej prowadził z nią tą specyficzną jednostronną rozmowę,
która swoim charakterem zahaczała o monolog. Zmrużyła oczy, dokładniej
przyglądając się twarzy nieznajomego. Był przystojny, temu nie mogła
zaprzeczyć. Smukłą twarz, naznaczoną kilkoma zmarszczkami okalał delikatny,
ciemny zarost. Pełne usta, wykrzywione były w delikatnym uśmiechu, natomiast
jaskrawo niebieskie oczy lustrowały drobną sylwetkę dziewczyny jakby chcąc
ocenić to o czym ta myśli. Ubrany był w czerń, jednak nie był to prosty
garnitur, jakiego mogłaby się spodziewać. Jego strój wyglądał jak wyrwany z XVI
wiecznej Francji, z kołnierzem przeplatanym czerwoną, krwistą nicią i
czerwonymi zwiewnymi rękawami. Dziewczyna powoli zaczynała mieć wrażenie, że
zamiast umrzeć przypadkowo cofnęła się w czasie.
- Spokojnie,
wciąż tkwisz w swoim ulubionym XXI wieku. Ja natomiast zawsze miałem słabość do
mody Walezjuszów. Nie można winić mężczyzny za jego upodobania, zwłaszcza, gdy
to jedna z niewielu rzeczy o których może decydować – nieznajomy odpowiedział
na myśli Rose, po raz kolejny wyprowadzając ją tym z równowagi.
- Kim jesteś? –
zapytała w końcu, zdumiona tym, że wreszcie była w stanie przemówić. Jej głos
był stanowczy, choć nieco zachrypnięty, ale to nie przeszkadzało jej, by
wyrazić w tych dwóch słowach cały gromadzący się w niej gniew. W ostatnim
czasie miała go pod dostatkiem.
- Oh no tak,
gdzie moje maniery – mężczyzna zaśmiał się, a Rose mogła przysiąc, że widziała
jak w jego oczach przez ułamek sekundy tańczą czerwone iskierki. Obserwowała
jak ten podnosi się z tronu i wolnym, ostrożnym krokiem zbliża się w jej
stronę, ostatecznie kucając naprzeciwko niej. Jego dłoń powędrowała na jej
podbródek, nakierowując jej spojrzenie prosto na przejrzyście niebieskie
tęczówki.- Mam na imię Hades, a ty, Rose od teraz jesteś moją zabawką.
niedziela, 6 marca 2016
Witam, znowu
Otóż ostatnio długo się zastanawiałam .
A jakby tak poprawić wszystko co dotychczas napisałam? Zaczynałam tego bloga gdy byłam dopiero w 1 klasie gimnazjum, minęły 3 lata od tego momentu i myślę, że to najwyższy czas, by wszystko zaczęło mieć wreszcie ręce i nogi, których chcąc nie chcąc to opowiadanie nie posiada. Znaczy, oczywiście, kocham to co stworzyłam, to moje pierwsze 'dzieło', jednak myślę, że doszlifowanie tego nie odbierze mu niczego, a może nawet coś zyska?
Nie wiem, chciałabym się spytać Was o opinie na ten temat. Niestety nie wiem jeszcze kiedy to zrobię, ponieważ jestem w trakcie pisania dwóch fanficów i poprawiania jednego (co swoją drogą idzie mi dosyć opornie, ma ponad 600 stron, a pisane jest przez 3 osoby, więc nie wiem jeszcze jak to połączę ze sobą), jednak obstawiam, że jak się za to wezmę to dopiero w okolicach wakacji. I wtedy, kto wie, może wreszcie zacznę pisać kontynuację, może do tego wrócę. Gdy na nowo wkręcę się w akcję. Myślę, że to spora szansa dla tego opowiadania i dla drugiej części.
W każdym razie dajcie znać, co o tym myślicie. To BARDZO istotne dla mnie.
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
A jakby tak poprawić wszystko co dotychczas napisałam? Zaczynałam tego bloga gdy byłam dopiero w 1 klasie gimnazjum, minęły 3 lata od tego momentu i myślę, że to najwyższy czas, by wszystko zaczęło mieć wreszcie ręce i nogi, których chcąc nie chcąc to opowiadanie nie posiada. Znaczy, oczywiście, kocham to co stworzyłam, to moje pierwsze 'dzieło', jednak myślę, że doszlifowanie tego nie odbierze mu niczego, a może nawet coś zyska?
Nie wiem, chciałabym się spytać Was o opinie na ten temat. Niestety nie wiem jeszcze kiedy to zrobię, ponieważ jestem w trakcie pisania dwóch fanficów i poprawiania jednego (co swoją drogą idzie mi dosyć opornie, ma ponad 600 stron, a pisane jest przez 3 osoby, więc nie wiem jeszcze jak to połączę ze sobą), jednak obstawiam, że jak się za to wezmę to dopiero w okolicach wakacji. I wtedy, kto wie, może wreszcie zacznę pisać kontynuację, może do tego wrócę. Gdy na nowo wkręcę się w akcję. Myślę, że to spora szansa dla tego opowiadania i dla drugiej części.
W każdym razie dajcie znać, co o tym myślicie. To BARDZO istotne dla mnie.
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Dobra, tego posta powinnam była napisać już kilka miesięcy temu, kiedy poczułam, że nie jestem w stanie dalej tworzyć nowych rozdziałów. Nie wiem co mnie tknęło, że wstawiam go właśnie dzisiaj, ale to najwyższa poro, by to zrobić.
Otóż zawieszam bloga.
Nie, nie kasuje. Nie spisuję też tego opowiadania na straty, choć muszę przyznać z ręką na sercu, że mimo iż mam pomysł na drugą część, to nie czuję już tego samego. Pisanie nie sprawia mi już tej samej frajdy, a wena niemal całkowicie wyparowała. Czuję się z tym źle, bo wiem ile czasu poświęciłam tej historii i traktuje ją prawie jak moje dziecko, od którego wszystko się zaczęło, cała moja historia z pisaniem.
Tak więc zawieszam, do odwołania. Może niedługo coś mnie tchnie i powrócę z masa nowych pomysłów? Nie wiem tego, mam jedynie taką nadzieję.
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną i wspierali mnie w pisaniu przygód Lokiego i Rose. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło, a czytając Wasze, czasami naprawdę długie komentarze, moje serce rosło. Tak więc dziękuję i przepraszam, że nie dawałam znaku życia, zostawiając wszystko za sobą.
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
Otóż zawieszam bloga.
Nie, nie kasuje. Nie spisuję też tego opowiadania na straty, choć muszę przyznać z ręką na sercu, że mimo iż mam pomysł na drugą część, to nie czuję już tego samego. Pisanie nie sprawia mi już tej samej frajdy, a wena niemal całkowicie wyparowała. Czuję się z tym źle, bo wiem ile czasu poświęciłam tej historii i traktuje ją prawie jak moje dziecko, od którego wszystko się zaczęło, cała moja historia z pisaniem.
Tak więc zawieszam, do odwołania. Może niedługo coś mnie tchnie i powrócę z masa nowych pomysłów? Nie wiem tego, mam jedynie taką nadzieję.
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną i wspierali mnie w pisaniu przygód Lokiego i Rose. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło, a czytając Wasze, czasami naprawdę długie komentarze, moje serce rosło. Tak więc dziękuję i przepraszam, że nie dawałam znaku życia, zostawiając wszystko za sobą.
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
niedziela, 30 sierpnia 2015
(NIE) MIŁA NIESPODZIANKA
Dzisiaj zostałam powiadomiona przez jedną z moich czytelniczek (z góry bardzo dziękuję Ci za informację Mad Darky, jestem Ci niezwykle wdzięczna), że jakaś osoba bezczelnie kopiuje moje opowiadanie, podpisując się pod nim swoim imieniem i bynajmniej nie ma na to jakiejkolwiek zgody.
W gruncie rzeczy jestem niezwykle oburzona tym faktem. Jak żałosną osobą trzeba być by brać czyjąś pracę i pomysł i wykorzystywać jako swoją? Wciąż nie mogę się nadziwić.
Ze swojej strony dodam jedynie, że z pewnością nie zostawię tego w ten sposób i jeżeli zajdzie potrzeba to sięgnę do mocniejszych środków jeżeli autorka tej strony w przeciągu kilku dni jej nie usunie. Prosiłabym również o to abyście informowali mnie o każdych próbach plagiatu jeżeli przez przypadek na niego traficie.
A tutaj adres bloga powyżej wspominanego:
http://wwwodejdzpl.blog.pl/
Jeszcze raz dziękuję Ci za informację Mad Darky i pozdrawiam,
Mrs. Darkness
W gruncie rzeczy jestem niezwykle oburzona tym faktem. Jak żałosną osobą trzeba być by brać czyjąś pracę i pomysł i wykorzystywać jako swoją? Wciąż nie mogę się nadziwić.
Ze swojej strony dodam jedynie, że z pewnością nie zostawię tego w ten sposób i jeżeli zajdzie potrzeba to sięgnę do mocniejszych środków jeżeli autorka tej strony w przeciągu kilku dni jej nie usunie. Prosiłabym również o to abyście informowali mnie o każdych próbach plagiatu jeżeli przez przypadek na niego traficie.
A tutaj adres bloga powyżej wspominanego:
http://wwwodejdzpl.blog.pl/
Jeszcze raz dziękuję Ci za informację Mad Darky i pozdrawiam,
Mrs. Darkness
czwartek, 27 sierpnia 2015
INFORMACJA
Od razu z góry przepraszam wszystkich, którzy myśleli, że wstawiłam nowy rozdział. Niestety, nie. Jakoś chwilowo nie mam na to jakiejkolwiek weny. Pomysł jest, koncepcja też, ale chwilowo brakuje mi chęci do wykonania. Tak więc przepraszam i z góry uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy rozdział ;-;
Piszę jednak, by poinformować Was o moim nowym opowiadaniu (tak wiem, na takie rzeczy mam wenę, a na opowiadanie o Lokim nie- no cóż tak wyszło).
W każdym razie opowiadanie w gruncie rzeczy opiera się głównie na postaci Syriusza Blacka za czasów Ery Huncwotów. Nie utworzyłam nowego bloga, jednak rozdziały będę wstawiać na wattpadzie ------> Klik (tu macie linka).
Byłabym ogromnie wdzięczna wszystkich zainteresowanych taką tematyką, aby zajrzeli i może nawet skomentowali (?). Byłoby mi bardzo miło :3
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
Piszę jednak, by poinformować Was o moim nowym opowiadaniu (tak wiem, na takie rzeczy mam wenę, a na opowiadanie o Lokim nie- no cóż tak wyszło).
W każdym razie opowiadanie w gruncie rzeczy opiera się głównie na postaci Syriusza Blacka za czasów Ery Huncwotów. Nie utworzyłam nowego bloga, jednak rozdziały będę wstawiać na wattpadzie ------> Klik (tu macie linka).
Byłabym ogromnie wdzięczna wszystkich zainteresowanych taką tematyką, aby zajrzeli i może nawet skomentowali (?). Byłoby mi bardzo miło :3
Pozdrawiam,
Mrs. Darkness
niedziela, 21 czerwca 2015
Prolog
Chłód.
Wszechogarniające
zimno, lodowe skały i… zmarli. Gnijące szczątki pałętające się po królestwie,
zmierzające w nieznanym kierunku, szukające drogi do wolności. Jednak ona
wiedziała, że coś takiego jak spokojna wieczność nigdy nie nadejdzie. Nie było
im dane w ten sposób doczekać Ragnaröku. Nie było im dane zginąć na wojnie czy
żyć w rodzinie królewskiej. Zwykli ludzie trafiali do niej, do jej krainy.
Do
królestwa Hel.
Kobieta
przeczesała kościstymi palcami czarne jak węgiel włosy, owijając jeden z kosmyków
wokół wskazującego palca. Przywykła do
patrzenia na śmierć. Przywykła do bycia nazywaną królową zmarłych.
Jednak nigdy nie mogła przyzwyczaić się do wymierzania kar. A musiała to robić.
Każdy śmiertelnik musiał odpowiedzieć przed nią za swoje grzechy i pogodzić się
z tym, że będzie musiał je odpokutować. Natomiast ona była katem. Oczywiście
miała do swojej dyspozycji potwory wszelkiej maści wykonujące za nią „brudna
robotę”, a jednak… wyrzuty sumienia wciąż nie dawały jej normalnie
funkcjonować. Chyba los sprawił jej jakiś wyjątkowo okrutny żart umieszczając
ją na tym pustkowiu i odrywając ją od normalnego życia, które w młodości zwykła
wieść.
Poprawiła
się na bogato zdobionym tronie, przywołując do siebie jednego z krążących nad
nią kruków i umieściła go na swoim ramieniu. Przed nią klęczał unieruchomiony
łańcuchami mężczyzna. Czarne włosy oblepiały mu bladą twarz, a intensywnie
zielone oczy wpatrywały się w kobietę błagalnie.
-
I co ja mam z tobą zrobić?- spytała Hel, nie oczekując na odpowiedź.- Tatusiu
chyba najwyższy czas odpowiedzieć za swoje grzechy, nie sądzisz?
Na
te słowa po krainie rozniósł się ogłuszający dźwięk, który po krótkiej chwili
zamienił się w przerażający ryk.
Hel
była niewzruszona. Wstała i podeszła do trzęsącego się Lokiego, po czym uniosła
jego podbródek obdarzając go przy tym obrzydliwym uśmiechem.
-
Może ci się nie spodobać.
****
Uff...
Coś długo mnie tu nie było nieprawdaż?
BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM ZA MOJĄ DŁUUUUUGĄ NIEOBECNOŚĆ.
Ale teraz już jestem, rok szkolny prawie dobiegł końca, egzamin napisany, oceny podociągane. Na moje szczęście 3 klasę gimnazjum kończę z czerwonym paskiem i z średnią 5.0 :D Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo jestem szczęśliwa z tego powodu. Zostało mi jedynie dostań się do wymarzonego LO i mogę spokojnie rozpoczynać wakacje ( q w sierpniu jadę do Londynu, juhuu! :3)
Co do prologu wiem, że nie jest zbyt długi i prawdopodobnie nie jest też zbyt olśniewający. Pisałam go w nocy na telefonie, bo akurat miałam wenę, a jestem pewna, że drugie podejście do napisania tego prawdopodobnie zepsułoby całą moją wizję. Więc mam tylko nadzieję, że nie zawiodę Was tym początkiem. Jeżeli chodzi o następne rozdziały to muszę zrobić sobie dokładny plan przebiegu akcji, więc nie podam konkretnego terminu jednak obiecuję, że na pewno nie będzie to trwało tak długo jak wyczekiwanie na ten prolog.
A tak w ogóle to co tam u Was? Jakie świadectwa, plany na wakacje? Opowiadajcie, opowiadajcie, chce wiedzieć wszyyyściutko :3
Mrs. Darkness
piątek, 3 kwietnia 2015
Informacja
Witam wszystkich!Trochę czasu minęło od kiedy wstawiłam ostatni rozdział i zapowiedziałam powstanie nowej części. Wszystko jest nadal aktualne. Chciałabym jednak z góry powiadomić wszystkich, że pracę nad nią rozpocznę dopiero po egzaminach gimnazjalnych (21-23.04). Bardzo proszę o cierpliwość i na serio przepraszam, że to tyle potrwa, ale... no chyba sami rozumiecie. Od tego po części zależy moja dalsza nauka, przyszłość i te sprawy...
Tak więc jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam ^^
Mrs. Darkness
Tak więc jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam ^^
Mrs. Darkness
wtorek, 10 lutego 2015
DOPISEK DO ROZDZIAŁU 55 (SPOILERY)
UWAGA!
JEŻELI KTOŚ NIE CZYTAŁ JESZCZE ROZDZIAŁU 55 NIECH OMINIE TEN POST. SPOILERY!!!
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Zanim mnie pobijecie, chcę powiedzieć, że TO NIE JEST KONIEC. Chciałam jedynie wzbudzić powszechne oburzenie ( he he).
Zaplanowałam drugą część mojego opowiadania. Może niektórym z Was się nie spodoba mój pomysł, ale mam ideę i nie chcę jeszcze kończyć przygody z Lokim i z tym opowiadaniem. Tak więc pociągnę to do drugiej część która będzie opierać się już na całkowicie nowych wydarzeniach. Niedługo możecie się spodziewać jakiejś zapowiedzi czy coś w tym stylu.
Chciałabym się tylko poradzić Was czy zostać na tym blogu czy może stworzyć nowego dla nowej częśći?? Piszcie czego oczekujecie ^^
JEŻELI KTOŚ NIE CZYTAŁ JESZCZE ROZDZIAŁU 55 NIECH OMINIE TEN POST. SPOILERY!!!
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Zanim mnie pobijecie, chcę powiedzieć, że TO NIE JEST KONIEC. Chciałam jedynie wzbudzić powszechne oburzenie ( he he).
Zaplanowałam drugą część mojego opowiadania. Może niektórym z Was się nie spodoba mój pomysł, ale mam ideę i nie chcę jeszcze kończyć przygody z Lokim i z tym opowiadaniem. Tak więc pociągnę to do drugiej część która będzie opierać się już na całkowicie nowych wydarzeniach. Niedługo możecie się spodziewać jakiejś zapowiedzi czy coś w tym stylu.
Chciałabym się tylko poradzić Was czy zostać na tym blogu czy może stworzyć nowego dla nowej częśći?? Piszcie czego oczekujecie ^^
Rozdział 55
Moi drodzy!
Boże, jak ja dawno nie miałam okazji tego pisać. No cóż, mogę powiedzieć...
WRÓCIŁAM.
Oby to był powrót na dobre, bo wiem jak irytujące mogą być dla czytelnika TAK długie przerwy, jak ja Wam serwowałam. Jestem podła, bez najmniejszych wątpliwości. Ale gdybym nie była, nic by nie powstało, nieprawdaż? XD
A teraz może przejdę do mojego wytłumaczenia i tego co robiłam przez cały ten czas. Otóż.
Jak już wspominałam jestem typem osoby, która łatwo ulega urokowi poszczególnych postaci. I jeżeli już ulegnę, to możecie być pewni, że szybko mi to nie przejdzie. Tak więc po obejrzeniu "The Breakfast Club" (best film ever, btw. widział ktoś? :D), zostałam zauroczona przez postać Johna Bendera grana przez Judda Nelsona (z którym oczywiście musiałam obejrzeć większość filmów), a następnie z czystej ciekawości powróciłam do filmu "Atramentowe Serce" nakręconego na podstawie książki o tym samym tytule i... znowu się zakochałam. Tym jednak razem było to całkowicie uwarunkowane, ponieważ aktor, który mi się spodobał grał dodatkowo moją ulubiona postać z książki (dla ciekawskich- Dustfinger aka Smolipaluch). I takim sposobem nadal oglądam fragmenty z Paulem Bettanym. No cóż kolejny Anglik, który mi się podoba (nie wiem czy to kwestia akcentu, czy oni po prostu sa tacy uroczy eh).
Choć w sumie nadal nie napisałam w czym rzecz XD Otóż, kiedy spodoba mi się nowa postać skupiam na niej całą swoją uwagę i nie ma bata, żebym mogła spokojnie wrócić do poprzedniej. Oczywiście nie znaczy to, że rezygnuje z niej, nic z tych rzeczy. Po prostu... nie mogę się tak wczuć. Dlatego też tak ciężko było mi skończyć ten rozdział, bo zwyczajnie nie mogłam skierować myśli na odpowiednią postać.
Ale mimo wszystko napisałam to co miałam napisać i mam ogromną nadzieję, że rozdział się Wam spodoba.
Thor obudził się w zupełnie obcym dla niego
miejscu. Nie było to już więzienie w Alfheimie, a jego samego nie ograniczały
żadne łańcuchy. Miał też przy sobie Mjölnir. Wszystko było w jak najlepszym
porządku, z wyjątkiem jednego, drobnego szczegółu. Jak on się tu do cholery
znalazł?!
Wszędzie dookoła znajdowały się skały i piach,
natomiast niebo było zdumiewająco ciemne.
- Svartalheim…- powiedział Thor, rozglądając się
z przerażeniem po niebezpiecznej krainie. Ostatnim razem kiedy tu gościł, Loki
omal nie zginął z rąk łaknących krwi krasnoludów i pomagającej im Amory. Na
jego nieszczęście miejsce to nie było zamieszkiwane tylko przez jedne magiczne
stworzenia. Była to również siedziba mrocznych elfów- kreatur bardzo groźnych,
krwiożerczych i nie znających litości. Do tego szczyciły się inteligencją i
sprytem, więc gdyby nie czar rzucony na nie kilka tysięcy lat temu spokojnie
mogłyby opanować pozostałe 8 królestw. Thor nie miał jednak pewności, czy nie
udało im się już zdjąć zaklęcia. Może tylko czekają na odpowiednią chwilę, aby
się zemścić na Odynie i reszcie władców którzy doprowadzili do zamrożenia ich
mocy. Miał jednak nadzieje, że tak nie jest, bo inaczej to już koniec.
Gromowładny jeszcze raz rozejrzał się po
skalistym krajobrazie. Nigdzie nie było widać żywej duszy, ani niczego co
mogłoby w jakikolwiek sposób pomóc mu w przeniesieniu się do domu. Był
bezradny. Mógł jedynie czekać i łudzić się, że nastąpi cud.
Nagle rozbłysło jaskrawe światło, a przed
mężczyzną pojawiła się Rose. Była wystraszona, prawdopodobnie nie świadoma
tego, że przeniosła się do innej krainy. Oto i jego cud.
- Wszystko w porządku?- spytał Thor,
podtrzymując dziewczynę, która ledwo utrzymywała się na nogach.
- Emm nie wiem… Gdzie ja jestem? Jak się tu
znalazłam…- pytała dziewczyna, roztrzęsionym głosem.
- Jesteśmy w Svartalheimie- krainie krasnoludów
i mrocznych elfów. To jak się tu znalazłaś… no tego niestety nie wiem, bowiem
wylądowałem tu w ten sam sposób co ty.
- A kim TY jesteś jeżeli można wiedzieć?
Thor nie wierzył w to co słyszy. Rose nie
pamięta go? Ale jak to możliwe… Czemu Loki nie powiedział mu o tym, kiedy
odwiedził go w lochu? Zapewne to kolejny z jego głupich wybryków, kolejny
podstęp. Tylko dlaczego wplątał w to Rose, dziewczynę którą prawdopodobnie
kochał, o ile można przypuszczać, że jego brat posiada zdolność do wyrażania
tak silnych emocji. Ale z pewnością była mu bliska… Więc czemu ją wykorzystał…
Pewnie jak zwykle przyćmiła go wizja władzy, tronu który wciąż był dla niego
cenniejszy od innych ludzi.
- Mam na imię Thor. Może tego nie pamiętasz, ale
jesteśmy przyjaciółmi. Dobrymi przyjaciółmi- powiedział bóg, uśmiechając się
blado do dziewczyny.
- Cieszę się. Każda osoba potrzebuję
przyjaciela, więc cieszę się że nim jesteś- odpowiedziała radośnie Rose. Była
taka szczęśliwa, promienna, zupełnie nie świadoma tego, dlaczego nie pamięta.
Nie świadoma tego kim była.
- Thor? Mogę ci zadać pytanie?- zaczęła niepewnie dziewczyna.
- Tak?
- Kim jest Loki?
&&&
Loki dźwignął się z ziemi tak szybko jak tylko
umiał. Był osłabiony, jego moce nie działały, a do tego miał przed sobą dwóch
potężnych przeciwników w tym jeden był bronią, a drugi sterownikiem. Krótko
mówiąc- jego sytuacja była żałosna. Ale poprzysiągł sobie, że zemści się, że
nie wybaczy im tak łatwo śmierci Friggi. Za bardzo ją kochał, aby odpuścić.
Postarał się skupić w sobie pozostałe zalążki po jego magii. Zielone iskierki
tlące się w jego ciele, czekające na wydostanie się na powierzchnie. Każda
łączyła się z kolejną, aż utworzyły kulę. Kulę która sekundy później wydostała
się na zewnątrz i poleciała w stronę Amory popychając ją daleko w tył.
Czarodziejka jednak była w znacznie lepszej kondycji niż on. Szybko podniosła
się i ruszyła w stronę Kłamcy.
- Nieźle Loki, ale chyba będziesz musiał się
bardziej postarać, żeby mnie złamać- powiedziała kobieta, uśmiechając się
szyderczo. Czarodziej poczuł ostre kłucie w brzuchu, które chwile później
przeniosło się na kończyny. Na samym końcu dotknęło głowę. Był to ból nie do
opisania. Loki czuł jakby cierpienie trwało latami. Chciał żeby w końcu się skończyło. Powoli się poddawał.
- Przestań! Starczy… Proszę przestań!- błagał
Loki, klęcząc na ziemi i trzymając się za głowę. Nie chciał już czuć tego bólu
ani sekundy dłużej.
- Hahahahaha cudownie. Wreszcie „potężny” bóg,
kłamca nad kłamcami, klęczy przede mną błagając mnie o litość. Tak długo
czekałam na ten moment.
Loki czuł się fatalnie. Chyba jeszcze nigdy w
życiu nie był na tyle zdesperowany, aby klęczeć przed kimś, będąc właściwie pod
jego panowaniem. Amora upokorzyła go i w tym momencie nie miał już nawet siły
by z nią walczyć.
- Co już się poddałeś? Nie chcesz się jeszcze ze
mną pobawić?- mówiła Amora, zbliżając się coraz bardziej do Kłamcy. W pewnym
momencie była już tak blisko, że czuła jego zimny oddech na swojej szyi.- Czemu
tak szybko odpuściłeś?
Czarodziej widział w oczach kobiety ogromną
ciekawość. Kobiety z którą kiedyś łączyło go uczucie, a teraz wiąże jedynie
nienawiść. Jak wiele zmieniło się od tamtego momentu.
&&&
Loki patrzył z
fascynacją na zwinnie poruszające się smukłe ciało kobiety. Długie, jasne włosy
opadały jej na blade plecy, sięgając niemal do pośladków. Obróciła się w jego
stronę. Jej twarz była równie piękna co ciało. Jasna, nieskazitelnie czysta
cera, zgrabny nos, kształtne usta i piękne zielone oczy kuszące każdego
mężczyznę, który się na nią natknął. Była idealna pod każdym możliwym względem.
- Co się tak przyglądasz?
Mało brakuje a się zaczniesz ślinić- stwierdziła kobieta, uśmiechając się
ironicznie.
- Oh Amora, a jak tu się
nie przyglądać tak pięknej kobiecie. Musisz mi to wybaczyć- stwierdził Loki
wciągając czarodziejkę z powrotem do łóżka. Objął ją ręką i jeszcze raz
spojrzał w jej zielone oczy.
- Jesteś niezwykle
pociągająca panienko- dodał Kłamca całując kobietę. Ta jednak szybko się
wyrwała.
- Panienko?! Oh
kochaniutki nie wiem kto kogo powinien nazywać panienką- zaśmiała się Amora i
wyskoczyła z objęć Lokiego. W jednej chwili była już ubrana.
- Wybierasz się gdzieś?
- Oh planuję wielką
niespodziankę dla ciebie- odparła kobieta uśmiechając się misternie.
- Nie lubię
niespodzianek. Tym bardziej kiedy widzę ten uśmiech. Amora, co ty kombinujesz?
- Oh, nic wielkiego. Mam
tylko zamiar zabić Thora.
Loki oniemiał. Nie
przepadał za Gromowładnym, wręcz męczyło go przebywanie z nim, jednak żeby go
od razu zabić… To już była przesada. Rozumiał, że Amora kiedyś go kochała i
została odrzucona oraz, że tak jak on pragnęła władzy jednak to jeszcze nie
powód żeby planować morderstwo.
- Zwariowałaś prawda?
Nie zapominaj, że to nadal jest mój brat.
- A ty nie zapominaj, że
go nienawidzisz. Nie pamiętasz ile krzywd wyrządził ci kiedy byliście mali?
Sama byłam świadkiem części z nich. Do tego zranił mnie i wykorzystał. Potrzeba
ci więcej argumentów za posłaniem go na tereny krainy Hel?
- Zemsta jest dla ciebie
najważniejsza? To jest twój jedyny życiowy cel?- spytał cicho Loki podchodząc
do Amory- Z mojej strony powiem tyle- nie pozwolę ci go zabić. Nie póki ja
żyję.
Kobieta patrzyła z
niedowierzaniem na boga. Czuła się zdradzona. Myślała, że skoro tyle ich
łączyło, to ten wesprze ją w jej planach. Jak bardzo się myliła.
- Ah więc tak to
wygląda. To chyba przyszedł czas abym nie była jedyną w której sercu zagościła
żądza zemsty- syknęła czarodziejka kładąc dłoń na piersi Kłamcy. Jego skóra
rozświetliła się zielenią tak, że było widać jak krew przepływa przez jego
ciało.- Teraz to będzie się w tobie rozwijać, aż pewnego dnia wybuchniesz tak
jak ja wybuchłam teraz.
&&&
- Chyba przyznasz, że przez te wszystkie lata
zazdrość zakwitła tak jak tego chciałam. I powiedz- kto z nas jest bardziej
szalony?- spytała kobieta, patrząc uważnie na Kłamcę. Ten nie wiedział co ma
odpowiedzieć. Przez ten czas udało mu się wyrządzić tyle złego. I nie do końca
był pewny co było winne- on czy zaklęcie rzucone przez Amorę. Nie mógł być aż
takim hipokrytą, aby wszystkie winy zwalić na czar. On też w tym uczestniczył.
On też był szaleńcem.
- Myślę, że jeżeli chodzi o poziom szaleństwa to
mamy remis.
- Dobra, starczy tych rozmówek- odparł wreszcie
Valestil zbliżając się do czarodziejów- Nasi przyjaciele się zbliżają.
- Przyjaciele?- spytał Loki ze zdziwieniem.
- Oh no tak, że też zapomniałem wspomnieć.
Sprowadziłem do Svartalheimu twojego braciszka i kochaneczkę- odparł zadowolony
elf. Wszystko szło zgodnie z jego planem.
Kłamca czuł, że ta walka jest dla nich
przegrana. Albo wszyscy zginą, albo tylko on, a Thor i Rose będą już na zawsze
pod rządami Valestila. Żaden ze scenariuszy nie był zadowalający.
- Co konkretnie kombinujesz królu ? Czyżby kolejny tajemniczy plan?- spytał czarodziej z
zaciekawieniem przyglądając się uważnie elfickiemu władcy.
- Chyba dobrze wiesz, że nie powiem ci co
zaplanowałem. Będziesz miał niespodziankę- odpowiedział Valestil,
uśmiechając się promiennie do Lokiego. Oh jak on nienawidził tego irytującego
elfa.
Nagle w oddali pojawiły się dwie niewyraźne
postaci. Szły równym tempem, nie przejmując się silnym wiatrem. Kurwa... pomyślał Loki wiedząc że zaraz
rozpocznie się wyczekiwane przedstawienie Valestila.
- Proszę o fanfary moi mili- odparł elf ,
rozkładając teatralnie ręce.- Rozpoczynamy zabawę.
Nagle Amora złapała Kłamcę za nadgarstek i zaczęła szeptać jakieś zaklęcie.
- Co...- zaczął czarodziej gdy poczuł jak jego
ciało ogarnia parzące ciepło. Zupełnie jakby wrzątek zaczął płynąć w jego żyłach.
Było to dla niego niezwykle obce uczucie, jako że jego organizm przywykł już do
mrozu i zimna. Czy miał czuć,że jako Lodowy Olbrzym doznaje zaszczytu poznania
uczucia ciepła? Uczucia, którego żaden z jego “krewnych” nie powinien nigdy
doznać. Bo byli w końcu jedynie potworami, prawda? Od kiedy to potworom należy
się coś więcej niż śmierć, ból i samotność? A jednak on czuł radość z przypływu
upragnionego ciepła, nawet jeżeli paliło jego organy wewnętrzne, nawet jeżeli
bolało go to jak cholera. Nie mógł się oprzeć temu uczuciu. Zamknął oczy i na
krótką chwilę wyłączył się ze świata. Wyłączył myśli i uczucia. Wyłączył
wszystko co mu tak piekielnie przeszkadzało. Niestety rzeczywistość uderzyła go
niczym piorun kiedy po pożądanej fali ciepła, ogarnął go mróz z którym żył całe
swoje istnienie. Pobudka księżniczko odparła
jego podświadomość. Bajka się skończyła.
- Co ty mi zrobiłaś?- wysyczał w końcu Loki,
nadal nie mogąc dojść do siebie po doznanej wcześniej przyjemności.
- Niedługo zobaczysz. Myślę, że możesz być
zaskoczony tym czego nauczyłam się od czasu kiedy mnie opuściłeś.
Kłamca już miał zadać kolejne pytanie kiedy
niebo pokryło się ogromnymi, ciemno szarymi chmurami. Tło dla nich
stanowiła krwisto czerwona barwa sklepienia, wyglądająca niczym brama dla
demonów. Ale prawdziwe demony są na ziemi
i lada chwila będziesz musiał z nimi stoczyć walkę.
- Moi drodzy, jeżeli pozwolicie, chcę wreszcie
rozpocząć moje przedstawienie. Dzisiejsza sztuka bardzo ściśle łączy się z
dawnymi zwyczajami ziemian, które swoje początki miały w Alfheimie. Będziecie
świadkami… publicznej egzekucji- wykrzyczał Valestil, prezentując teatralny uśmieszek.
W jednej chwili zjawił się za Thorem i wyszeptał zaklęcie. Ten nie miał pojęcia
co się dzieje. Stał jak wryty, próbując zrobić ruch na przód, jednak jego
wszystkie mięśnie zdawały się odmawiać posłuszeństwa.
- Długi czas zastanawiałem się od kogo zacząć.
Wybór jednak okazał się bardzo prosty. Najgłupszy umrze jako pierwszy. Thorze,
czy masz coś do powiedzenia przed śmiercią?
- Chcę tylko wiedzieć jaki jest twój cel w tym
wszystkim. Jeżeli chodzi o władzę to twoje działania mają niezwykle płytkie
powody.
- Oh. Możliwe, że to co mówisz jest prawdą. Nikt jednak nie powiedział, że nie mogę działać według egoistycznych pobudek,
nieprawdaż?- odparł z uśmiechem elf. Po chwili namysłu odwrócił się w stronę
Rose.- Siostrzyczko nie chciałabyś mi pomóc? Mówiłem ci o tym człowieku, dobrze
wiesz, że zasłużył na najgorszą karę.
- Nie mam zamiaru ci pomagać- odpowiedziała niewzruszona dziewczyna.- Thor opowiedział mi o wszystkich twoich kłamstwach.
Wydawał się być po stokroć bardziej wiarygodny od ciebie. A ty- zwróciła wzrok w
kierunku oniemiałego Lokiego- nie mogę uwierzyć, że przyczyniłeś się do tego
wszystkiego. Z opowieści twojego brata wynikało, że znaczyłam dla ciebie nieco
więcej niż chciałeś przyznać. Ale zapewne to też było jedynie kłamstwem.
Loki nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Poczuł
ogarniający go wstyd. Wstydził się tego co wyrządził Rose i wiedział, że nie
będzie w stanie tego naprawić, nawet gdyby bardzo się starał. W końcu i tak
zrobił już zbyt wiele złego, a to tylko przelało szalę goryczy.
- Możesz mnie nazwać kłamcą, ale zdecydowanie
nie w tych sprawach- wyszeptał czarodziej zamykając oczy. Mógł zrobić tylko
jedno.
- Memoria tua ante coepi, nunc omnino
convertere, prius te repente oblitus regreditur- z ust Lokiego wydobywały się
słowa zaklęcia, mającego zwrócić pamięć dziewczynie. W jednej chwili ciało Rose
rozpaliło się zielonymi płomieniami. Dobrze wiedział co zachodziło w jej
głowie- projekcja wszystkich związanych z nią wydarzeń; od samych narodzin do
momentu wymazania pamięci. Cały ból, który na chwilę ją opuścił powrócił do
niej z nawiązką.
- Ja…- zaczęła, wyraźnie zaskoczona dziewczyna-
Ja pamiętam. Pamiętam!
Kłamca uśmiechnął się i już miał coś
odpowiedzieć, kiedy jego ciałem wstrząsnął agresywny atak kaszlu. Zasłonił ręką
usta. Metaliczny posmak krwi zdawał się rozprzestrzeniać po całym jego
podniebieniu.
- Tak się kończy mój drogi nadużywanie swoich
zdolności. Całe szczęście twoja zachcianka nie kosztowała cię życia. Byłbym
wówczas niezwykle zawiedziony- stwierdził Valestil, spokojnym krokiem
zmierzając w stronę Rose.
- No cóż, moja droga- zwrócił się do dziewczyny-
byłaś mi zdecydowanie bardziej przydatna, bez pamięci. Co ja teraz z tobą zrobię?
W jednej chwili świat Lokiego stanął w miejscu.
Widział tylko bezwładne ciało Rose upadające na ziemię i połysk włóczni
trzymanej przez Valestila. Metalowej broni, po której teraz ściekała czerwona
krew.
Nie zważając na ból spowodowany wcześniejszymi
urazami i używaniem magii, podbiegł do dziewczyny. Jeszcze oddychała, z
ogromnym trudem chwytając wiązki powietrza. Była coraz bledsza, choć biło od
niej to samo piękno co zawsze.
- Rose.. Nie.. Proszę cię… Damy radę, jakoś…
jakoś ci pomogę… muszę tylko się skupić, tak, skupić się… - bełkotał Loki, nie
mogąc skoncentrować myśli na jakimkolwiek zaklęciu. W obliczu śmierci był całkowicie
bezbronny.
- Nie. Jedyne co mi wystarczy to uzyskanie
wiadomości. Jednej ważnej informacji- wydukała z trudem Rose, wlepiając w
mężczyznę intensywnie zielone oczy.
- Tak, powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć.
Wszystko.
- Czy… czy kiedykolwiek mnie kochałeś?
Loki czuł jak lód okalający jego serce
natychmiastowo topnieje. Nie umiał zachować kamiennej twarzy, kiedy na jego
kolanach umierała dziewczyna, którą… kochał?
- Tak. Najbardziej na tym cholernym świecie-
wyszeptał i zbliżył się do twarzy Rose. W chwili gdy ich usta się złączyły,
ciało dziewczyny zastygło w bezruchu. Odeszła.
- Żegnaj- odparł mężczyzna, ścierając z bladego
oblicza łzę. Jego łzę.
&&&
Amora obserwowała wszystko z narastającym
przerażeniem. Skoro Valestil zabił Rose oznaczało to, że…
- O nie…- wyszeptała, patrząc na Lokiego, który
wolnym krokiem odchodził od ciała ziemianki.
Kłamca nagle poczuł, że coś jest nie tak.
Zachwiał się, z trudem utrzymując równowagę na miękkich nogach.
- Co się stało?- spytał Thor, nadal nie mogąc
się ruszyć.
- Nie… nie wiem. Nie mam pojęcia, ale… agh!!!-
krzyknął gwałtownie łapiąc się za brzuch. Czuł jakby jego wnętrze przebiła
armata. I tak było. Z dziury w torsie Loiego sączyła się krew, tworząc pod nim
ogromną kałużę.
- Loki!- krzyknął Gromowładny, z
desperacją patrząc na blednące ciało brata.
- No proszę, proszę, takiego obrotu spraw się
nie spodziewałem- z oddali wydobył się głos elfa, który dokładnie przyglądał się
wszystkiemu.- Chyba przeznaczone ci było dołączenie do swojej kochaneczki. A
więc nic tu po mnie. Sami potraficie się wystarczająco skutecznie powykańczać.
Przed Valestilem utworzył się ogromny portal.
- Ah. Jeszcze jedno Loki- krzyknął przed
odejściem- Pozdrów ode mnie córeczkę.
&&&
Loki czuł jakby grunt osuwał mu się spod nóg.
Nie czuł już ciała, jedynie krew wyciekającą z rany na brzuchu, którą starał
się jakkolwiek zahamować. Ale nie mógł. W jednej chwili leżał już na ziemi. Nad
nim klęczał Thor.
- Loki! Nie umieraj, proszę cię…- mówił
błagalnym głosem. Nie miał pojęcia co robić . Po raz pierwszy w życiu był tak
bezradny.
- Ja…- zająkał się czarodziej, nie umiejąc
skleić porządnego zdania. W jego głowie panował chaos. Czuł jak z każdą sekundą
jego wnętrze pokrywa mróz, z którym był związany całe życie.
- Czemu znowu to robisz? Znowu odchodzisz… Nie
zostawiaj mnie po raz kolejny, nie karz mi po raz kolejny po tobie płakać-
powiedział Gromowładny, słabym głosem.
Loki nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Thor
często pokazywał, że troszczy się o niego, ale nigdy czegoś takiego nie
powiedział. Nie powiedział, że za nim… tęsknił? Przez całe swoje życie myślał,
że wszyscy mają go za nic, że tak naprawdę większość ze znanych mu osób
ucieszyłaby się z jego śmierć. A teraz okazuje się, że te osoby nie powinny być
ważne, bo miał przy sobie Friggę, która była dla niego jak matka, którą kochał
jak nikogo innego. Ale miał też Thora… Brata, którego skreślił już dawno temu i
nie był w stanie przyjąć do wiadomości, że on nadal jest i nad nim czuwa. Bez
względu na wszystko. Bez względu na to jak podły był i jak wiele rzeczy wokół
siebie niszczył. On zawsze był i go wspierał.
I teraz przyszedł czas, aby zrobić to co już
dawno powinno mieć miejsce. Coś na co nigdy nie starczyło mu odwagi.
- Przepraszam…- powiedział Loki. Zimno płynęło
do niego ze wszystkich stron, ale musiał dokończyć to co miał do powiedzenia.-
Przepraszam za wszystko co zrobiłem i powiedziałem… Przepraszam, że kiedy ty
dawałeś mi kolejną szanse, ignorowałem ją i po raz kolejny raniłem ciebie i
wszystkich na których ci zależało. Nie zasłużyłeś na moją nienawiść, ale nie
mogę uwierzyć, że jeszcze mnie nie znienawidziłeś… Mam nadzieje, że kiedyś mi
wybaczysz…
Thor patrzył w osłupieniu na umierającego brata.
Czuł jak łzy napływają mu do oczu, bo wiedział że prawdopodobnie już nigdy go
nie zobaczy. Że jak umrze to będzie koniec.
- Wybaczam ci Loki… Wybaczam braciszku…-
powiedział Gromowładny, patrząc jak skóra Lokiego pokrywa się czarnymi plamami,
a życie uchodzi z jego ciała.
- Dzię… Dziękuję…- odparł Kłamca, po czym
zamknął oczy. Odszedł.
- Nie… Niee!- krzyknął Thor. Nie mógł się
pogodzić z jego śmiercią. To było zbyt wiele.
- Nie chciałam tego…- Gromowładny usłyszał za
sobą głos roztrzęsionej Amory. Stała, bezradnie patrząc się na martwe ciało
Lokiego. Po jej twarzy spływały łzy.- Nigdy nie chciałam jego śmierci.
- Ale to ty do niej doprowadziłaś! Nie wiem co
ty tu jeszcze robisz…
- Przyszłam się pożegnać Thor. Nie zabiłam go,
nie byłabym w stanie tego zrobić. Był jedyną osobą, którą darzyłam tak silnym
uczuciem… Mogę mu coś powiedzieć, ten ostatni raz?- spytała, błagalnym głosem.
Bóg nie miał serca jej odmówić. Po raz pierwszy był pewny, że kobieta nie
kłamie. Odszedł na kilka kroków.
- Nie mogę uwierzyć, że tak właśnie skończyłeś…
Ty, silny i sprytny Kłamco… Jak to możliwe, że skończyłeś, umierając na zimnej
ziemi… Wiem, że przyczyniłam się do twojej śmierci. Pewnie za bardzo niż bym
tego chciała… Moja chora chęć zemsty, doprowadziła cię… Doprowadziła cię tam
gdzie nie powinieneś trafić … Bo wiem… Bo znałam cię na tyle długo by wiedzieć,
że byłeś… dobrą osobą… Tak, wiem, nigdy nie słyszałeś tego od nikogo, ale ja
wiem że to prawda. Że pod ta grubą warstwą lodu, kryło się serce. Że często
udało się ją stopić, a wtedy ujawniało się w tobie prawdziwe dobro.
Przepraszam, że nie pozwoliłam mu się rozwijać. Przepraszam… Odpoczywaj w
pokoju, Kłamco nad kłamcami. Odpoczywaj w pokoju, Loki.
&&&
Loki otworzył oczy. Pierwsze spojrzenie i już wiedział z jakim miejscem miał do czynienia. Kraina Hel. Królestwo śmierci. Że też znowu przyszło mu tam trafić.
Spojrzał na swoje ciało, na którym nie było już nawet śladu po ranie. Nie odczuwał również żadnego bólu.
- Śmierć wydaje się być całkiem przyjemna- powiedział do siebie Kłamca, podnosząc się z ziemi.
- Nie byłabym tego taka pewna- odparł głos, wydobywający się zza pleców mężczyzny.
Loki odwrócił się powoli, jakby bał się tego co zobaczy. Przed nim, na przerażającym tronie siedziała Hel.
- Witaj tatusiu. Długo się nie widzieliśmy- stwierdziła królowa, uśmiechając się blado, "żywą" połową twarzy- Mamy dużo do nadrobienia.
KONIEC
niedziela, 19 października 2014
Krótka informacja
*Halo, jest tu ktoś jeszcze?*Pisze po ogromnie długiej przerwie, chyba pobijam swoje własne rekordy w najdłuższej nieobecności. Ale tak to jest w 3 klasie gimnazjum, kiedy właściwie trzeba spiąć dupę i skupić się, żeby nie zawalić najważniejszego roku. Wiecie jak to jest- wybór liceum, który może być jednym z ważniejszych wyborów w życiu. To wszystko jest ciężkie i trochę nas przytłacza (mówiąc "nas" mam na myśli 3 klasy XD).
Ale informacja miała być krótka i treściwa. Dzisiaj zaczęłam pisać nowy rozdział, ale fizycznie nie dam rady go dzisiaj skończyć, a więc możecie się go spodziewać jutro, ewentualnie pod koniec tygodnia. Mam nadzieje, że jeszcze tu jesteście i na mnie czekacie :c
Mrs. Darkness
Ale informacja miała być krótka i treściwa. Dzisiaj zaczęłam pisać nowy rozdział, ale fizycznie nie dam rady go dzisiaj skończyć, a więc możecie się go spodziewać jutro, ewentualnie pod koniec tygodnia. Mam nadzieje, że jeszcze tu jesteście i na mnie czekacie :c
Mrs. Darkness
niedziela, 20 lipca 2014
Rozdział 54 "Pamiętaj o tym"
JESTEM!
Powróciłam z zaświatów, aby kłaniać się przed Wami i po stokroć przepraszać, za.... 3 miesięczną (!!!) nieobecność. Powiem Wam szczerze... napisanie tego rozdziału było prawdziwą walką. Pisałam go w odstępach, dopisując zaledwie po kilku zdaniowym akapicie. Było BARDZO ciężko. Wena mnie olała i poszła sobie nie wiadomo gdzie (jeżeli mnie słyszysz weno, to pliss wróć!).
A teraz inna sprawa...
Jak tam wakacje? :3
Ja jakis tydzień temu wróciłam z obozu kuchni artystycznej, a w czwartek jadę na malarsko-rysunkowy :3 Będę w swoim żywiole ^^ Pod koniec sierpnia prawdopodobnie jadę z rodzicami do Tunezji lub Turcji, ale jeszcze nie wiadomo. Boże, te wakacje tak szybko mijają, że jak tylko pomyśle, że już za 1,5 miesiąca do szkoły, że czeka mnie 3 klasa gimnazjum... MASAKRA!! No ale cóż, póki co staram się o tym nie myśleć. W końcu mamy wakacje! :3
Od razu uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy uda mi się napisać następny rozdział. Muszę najpierw dokładnie przemysleć co będzie się w nim działo, bo znowu mam pustkę w głowie (eh, gdzie te wszystkie pomysły, no gdzie?!).
Czekam na komentarze pod rozdziałem i na opinię. Serio nie jestem zachwycona tym co napisałam, oczekiwałam zupełnie czego innego, innego efektu. No ale trudno.
Miłego czytania,
Mrs. Darkness
Powróciłam z zaświatów, aby kłaniać się przed Wami i po stokroć przepraszać, za.... 3 miesięczną (!!!) nieobecność. Powiem Wam szczerze... napisanie tego rozdziału było prawdziwą walką. Pisałam go w odstępach, dopisując zaledwie po kilku zdaniowym akapicie. Było BARDZO ciężko. Wena mnie olała i poszła sobie nie wiadomo gdzie (jeżeli mnie słyszysz weno, to pliss wróć!).
A teraz inna sprawa...
Jak tam wakacje? :3
Ja jakis tydzień temu wróciłam z obozu kuchni artystycznej, a w czwartek jadę na malarsko-rysunkowy :3 Będę w swoim żywiole ^^ Pod koniec sierpnia prawdopodobnie jadę z rodzicami do Tunezji lub Turcji, ale jeszcze nie wiadomo. Boże, te wakacje tak szybko mijają, że jak tylko pomyśle, że już za 1,5 miesiąca do szkoły, że czeka mnie 3 klasa gimnazjum... MASAKRA!! No ale cóż, póki co staram się o tym nie myśleć. W końcu mamy wakacje! :3
Od razu uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy uda mi się napisać następny rozdział. Muszę najpierw dokładnie przemysleć co będzie się w nim działo, bo znowu mam pustkę w głowie (eh, gdzie te wszystkie pomysły, no gdzie?!).
Czekam na komentarze pod rozdziałem i na opinię. Serio nie jestem zachwycona tym co napisałam, oczekiwałam zupełnie czego innego, innego efektu. No ale trudno.
Miłego czytania,
Mrs. Darkness
Rose chodziła po zamku,
zaglądając w każdy jego zakamarek. Do tej pory zdążyła już obejrzeć królewską
kuchnię, miejsce przebywania służby, łaźnię oraz zbrojownię. Każde z
pomieszczeń było na swój sposób wyjątkowe i… magiczne. Dziewczyna nadal nie
mogła uwierzyć, że jej bratem był król takiej cudownej krainy jaką był Alfheim
i że ona sama była w połowie elfem. Musiała wieść niesamowite życie póki nie
straciła pamięci. Valestil nie chciał jej powiedzieć co było powodem jej
amnezji, ponieważ stwierdził, że nie ma sensu wprowadzać w jej życie smutnych
lub traumatycznych wydarzeń.
- Troszczy się o mnie….-
powiedziała cicho do siebie Rose, przybierając na twarz promienny uśmiech.
Odkrywała świat na nowo, a razem z nim poznawała nowe emocje oraz doznania.
Była niczym dziecko, które dopiero uczyło się chodzić i mówić. Wszystko było
dla niej cudownym doświadczeniem, zapewne jednym z wielu jakie ją jeszcze
spotkają. Cieszyła się, bo w gruncie rzeczy miała czyste konto. Każdy błąd
popełniony w przeszłości nie miał prawa jej teraz zaszkodzić. W każdym razie
miała taką nadzieję.
Dziewczyna wkroczyła
wreszcie do ogrodu. I nie spodziewała się, że w tym momencie ujrzy
najpiękniejsze miejsce w całym wszechświecie. Dookoła niej posadzone były
kwitnące wiśnie, których delikatne płatki porywał lekki wicherek. Cóż za
cudowny widok. Trawa tu była soczyście zielona, kwiaty wydzielały cudowną woń.
Po prostu raj…
Na ławie położonej pod
jednym z drzew ujrzała tego czarnowłosego mężczyznę, który podobno uratował jej
życie. Siedział w samotności, patrząc uważnie przed siebie. Rozmyślał. Bez
zastanowienia Rose postanowiła do niego podejść, aby podziękować. Wyrazić
wdzięczność za ocalone życie.
- Czy nie przeszkadzam
Panu?- spytała, kiedy znalazła się przy chłopaku.
- Co?- spojrzał ze
zdziwieniem na dziewczynę, jakby wybudziła go ze snu.- Ah, oczywiście że nie
przeszkadzasz. Możesz mówić mi Loki.
Loki… pomyślała.
Kojarzyła skądś to imię, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Czyżby ten
mężczyzna już wcześniej pojawił się w jej życiu? Może był jej przyjacielem?
- Może to głupie
pytanie, ale… czy my się już wcześniej znaliśmy?
&&&
Loki nie miał pojęcia
jak ma odpowiedzieć na postawione przez dziewczynę pytanie. Czy po wszystkim o
czym się dowiedział od Odyna powinien wyznać jej prawdę? A może wytrwać przy
planie Valestila i dalej ciągnąć to idiotyczne kłamstwo? Ale nie chciał tego,
nie chciał jej oszukiwać. Dobrze zdawał sobie sprawę, że wyrządził jej ogromną
krzywdę pozbawiając ją pamięci, ale… Nie! Nie było dla tego co zrobił, żadnego
wytłumaczenia. Po prostu nie powinien tego robić, nie po tym co razem z nią
przeżył. A teraz stał przed dylematem, który prawdopodobnie zaważy na ich być albo nie być.
- Owszem, znaliśmy się.
I to nawet dość… dogłębnie- powiedział wreszcie, podejmując tym samym
ostateczna decyzję.
- Heh… Żałuje, że nic z
tego nie pamiętam…
- Nie pamiętasz,
ponieważ…- już miał dokończyć zdanie kiedy poczuł kłujący ból w piersi.
Promieniował on od klatki piersiowej aż po palce u rąk. Wydawało mu się, że
jego ciało płonie, a każdy kolejny ruch, choćby drgnięcie, sprawi że spali się
żywcem. Nie mógł już logicznie myśleć. Nawet się nie obejrzał jak znalazł się
na ogromnym pustkowiu, wśród skał. Niebo było ciemne, a temperatura spadła o
kilkadziesiąt stopni. Ból nieco zmalał, jednak to wcale nie poprawiło mu
nastroju. Postarał się dźwignąć z ziemi, jednak nie miał wystarczająco dużo
siły. Podjął druga próbę i kiedy już prawie stał na nogach ktoś pchnął go z tak
wielką mocą że poleciał na odległość paru metrów w tył.
- Wiedziałem, że mnie
zdradzisz, ale sądziłem że zrobisz to nieco później. No cóż, zawiodłem się-
Kłamca usłyszał znajomy mu głos. Spojrzał w górę i ujrzał stojącego przed nim
Valestila. Wydawał się bardziej potężny niż go zapamiętał.
- O ile się nie mylę jeszcze
do niedawna nie byłeś w stanie wyczarować nawet portalu, więc jak to możliwe że
użyłeś na mnie tak skomplikowanego zaklęcia?- spytał Loki, przyglądając się
uważnie władcy.
- Oh to nie ja używałem
magii, tylko ona- odpowiedział król, wskazując na Amorę, która nagle pojawiła
się obok niego. Na twarzy czarodziejki widniał jadowity uśmiech, natomiast w
jej oczach szalały iskierki, które zwiastowały żądze zemsty.
Kiedy ona sobie w końcu odpuści, pomyślał Loki.
Póki cię nie zabije. Jego podświadomość dobrze wiedziała kiedy zafundować
Kłamcy porządną dawkę wsparcia.
Powinieneś wiedzieć, że Amora nie spocznie póki nie
skończysz wąchając kwiatki od spodu. Powinieneś być na to gotowy. Czemu zawsze
narażasz swoje plugawe życie z tak głupich powodów jak poczucie winy? Pożegnaj
się z tym światem czarodzieju, bo już nie długo zajmiesz miejsce obok Hel i
innych nieszczęśników.
Loki dobrze wiedział, że
to jego koniec. Nie miał najmniejszych szans z Amorą, tym bardziej że ta kraina
osłabiała jego moce. Valestil dokładnie wszystko przemyślał. Musiał wiedzieć,
że ten wcześniej czy później zdradzi go; musiał mieć plan B. Kłamca był pod
ogromnym wrażeniem jego zdolności w planowaniu i zaczął żałować, że nie udało
mu się wykorzystać młodego władcy. Byłby świetną i przydatną marionetką.
- Kłamco, prawda jest
taka, że od samego początku przeznaczone ci było zginąć. Jednak nie z rąk moich
czy też Amory. Zginiesz z własnej inicjatywy- powiedział Valestil, uśmiechając
się złowrogo.
- Chyba nie do końca
rozumiem… Czemu miałbym sam pozbawiać siebie życia. Może jestem umysłowo
niestabilnym szaleńcem, ale chce pozostać jeszcze trochę na tym świecie.
- Ty chyba nadal niczego
nie rozumiesz. Ale to dobrze, będzie niespodzianka-stwierdził władca, odchodząc
na bok. Na jego miejsce, dumnym krokiem, weszła Amora. Patrzyła na Lokiego jak
na ostatnią zarazę, którą niezwłocznie trzeba wybić, aby przypadkiem nie
rozpowszechniła się po świecie. Kłamca coraz bardziej uświadamiał sobie że
czarodziejka, pod względem zemsty, jest większą wariatką od niego. A to już
było naprawdę dziwne.
- Zanim jednak przejdziemy
do rzeczy, chcemy ci coś pokazać. Można powiedzieć, że to taki mały prezencik
ode mnie dla ciebie. Oby ci się spodobał- powiedziała Amora, również odsuwając
się na bok.
Przed Lokim pojawił się
świetlisty pył, zwyczajowo używany do ukazywania tego co dzieje się w innym miejscu,
w danym momencie. Obraz pokazał pałacową sypialnie, w której siedziała Frigga.
Krzątała się po pokoju, układała książki na półkach, sprzątała w szafkach. Nie
wysługiwała się służkami jak reszta bogiń. Chciała zachować choć resztki
człowieczeństwa.
Kłamca poczuł kłujący
ból w piersi. A może to był ból serca? Nadal pamiętał jak bardzo zranił matkę,
swoimi słowami. Brzmiało to zupełnie tak jakby się jej wyrzekał, jakby ta nigdy
nic dla niego nie znaczyła, ale to nie była prawda. Frigga była jedyna osobą w
całym wszechświecie, którą prawdziwie i jawnie darzył miłością. I nie wstydził
się tego, bo wiedział że ona nigdy się go nie wstydziła. Nawet wtedy kiedy ją
ranił, uważała go za swojego syna.
Nagle do pokoju jego
matki wkroczyła jakaś osoba. Z początku Loki nie widział kto to jest, ale kiedy
wreszcie ją ujrzał, nie mógł uwierzyć własnym oczom. W drzwiach stał… on sam.
To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Amora stworzyła jego sobowtóra. Tylko
pytanie brzmiało: po co? Po co miałby to robić?
-Matko musimy porozmawiać- powiedział „Loki”,
delikatnie dotykając ramienia Friggi.
- O co chodzi?- spytała kobieta, odwracając się do „syna”
i przybierając zaniepokojony wyraz twarzy.
- Przepraszam cię- powiedział sobowtór, po czym wbił
nóż w serce bogini.
- Nieee!!!- krzyknął
Kłamca, próbując dźwignąć się do góry; na próżno.
Na delikatne skinięcie
Amory, przed Lokim pojawiła się jeszcze żywa, Frigga. Jej lawendową suknię
pokryła rubinowa krew, lecz jej twarz nie wyrażała cierpienia. Była raczej
wprowadzona w stan błogości.
- Matko, proszę nie
umieraj…- powiedział cicho Loki, kładąc jej głowę na swoich kolanach. Starał
się skupić w sobie całą energię, aby użyć zaklęcia uzdrawiania. Jednak nie miał
wystarczająco mocy, aby tego dokonać. Nie mógł jej już pomóc. I to właśnie
najbardziej go bolało, ta bezsilność. Czuł, że cały jego dotychczasowy świat
upada, a jego miejsce zajmuje ciemność. Już wcześniej było mu ciężko, ale
teraz, po stracie najważniejszej dla niego osoby, umierał. Lód okalający jego
serce, natychmiastowo stopniał. Bolało jak cholera, ale nie umiał powstrzymać
tego bólu.
Loki, słyszysz mnie? Kłamca usłyszał cichy głos, jego matki. Kontaktowała się z nim przez
myśli.
Tak. Odpowiedział.
Nie wiadomo dlaczego, ale nie miał ochoty na tę rozmowę. Wiedział, że po niej
będzie się czuł sto razy gorzej, że nigdy nie wybaczy sobie tego co się stało.
Bo z całą pewnością była to rozmowa pożegnalna. Ostatnia jaką poprowadzą na tym
świecie.
Loki, chce ci powiedzieć, że zawsze będziesz moim
synem. Nie ważne jakie błędy w swoim życiu popełniłeś, nie ważne ile osób
zraniłeś. Ty zawsze będziesz moim synem, którego uczyłam mówić, którym
zajmowałam się tyle lat. Pamiętaj o tym Loki. Pamiętaj, że cię kocham.
Serce w piersi Friggi
przestało bić, a jej oddech ustał. Odeszła.
Loki nie mógł uwierzyć w
słowa, które usłyszał od matki. Zawsze wiedział, że traktowała go jak syna, ale
nigdy nie powiedziała mu niczego takiego jak przed chwilą. Kłamca poczuł, że
stracił najważniejszą kobietę w jego życiu i że już nigdy nie będzie mógł z nią
porozmawiać. Dopiero teraz uderzyła go strata.
Po policzku Kłamcy
popłynęła łza. Nawet nie starał się jej powstrzymywać. Już nie miał ochoty
zgrywać osoby twardej, bo dobrze wiedział, że przez to żył w kłamstwie. Koniec
iluzji.
- Och jakie to smutne.
Adoptowany synek płacze za przyszywana mamusią. Tak bardzo mi przykro- powiedziała
Amora, a jej śmiech rozniósł się po pustkowiu.
I w tym momencie smutek
minął. Jego miejsce przejęła żądza zemsty. Tym razem wybrała idealny moment.
Zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni. Pomyślał Loki, podnosząc się z ziemi.
c.d.n
Subskrybuj:
Posty (Atom)