sobota, 11 listopada 2017

To nie rozdział!/ Wybaczcie

Tak, wiem wiem - zapowiedziałam nowe rozdziały, nową część, a na blogu wciąż pusto.
Jedyny sposób w jaki jestem w stanie to wytłumaczyć to fakt, że pisanie ostatnio idzie mi tak jakby starała się przegryźć szkło. Czyli krótko mówiąc - nie idzie. A ja, będąc mną, zwyczajnie nie wstawię nic co moim zdaniem nie jest dobre (perfekcjonizm proszę państwa - zaraza pewnych indywidualistów). Aczkolwiek wciąż widzę potencjał dla mojego pomysłu i byłoby to co najmniej głupie, by taki potencjał zwyczajnie zmarnować. Wcześniej czy później wena mi wróci, a wtedy.. witaj Loki i Rose!

Mój brak czasu również jest jednym z powodów dla których nie piszę. Jeżeli wcześniej myślałam, że jestem zarobiona po uszy to po przeprowadzce do Londynu mogę stwierdzić, że nie wiedziałam jak wygląda bycie non stop w ruchu. Dostałam się do collegu i... no cóż, łatwo nie jest. Aczkolwiek muszę przyznać, że psychologia jako jeden z przedmiotów pomaga mi w kształtowaniu postaci. O wiele łatwiej wytłumaczyć pewne zachowania, gdy umiesz je czymś poprzeć. Dodatkowo doszła jeszcze moja praca i... no cóż, sen i ja ostatnio nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Na całe szczęście czas tutaj mija szybciej niż cokolwiek innego i zanim się obejrzę nadejdzie kolejna przerwa. Może wtedy będę w stanie skupić myśli na czymś innym niż sprawdziany i wieczne pisanie ewaluacji na temat patriarchalnego społeczeństwa lub wpływu behawiorystów na dzisiejszą psychologię. Taką mam w każdym razie nadzieję...

Ale wracając do pierwotnego powodu dla którego pisze tego posta...
Otóż, w czasach gdy miałam jeszcze choć odrobinę weny (czyt. w wakacje) udało mi się napisać kilka stron opowiadania o Lokim i Iron Manie. Nie ma tego dużo, wciąż pracuje nad zbudowaniem całej idei, jednak... jak to ja, opublikowałam już pierwszy rozdział, który jakkolwiek trzyma się kupy. Z czystej ciekawości, czy innym się spodoba. Tak więc wstawię tu linka, może ktoś się zaciekawi tym co stara, dobra Mrs. Darkness skleiła:
https://www.wattpad.com/story/121406060-how-you-remind-me-frostiron

Ah i jeszcze jedno!
Kto był już na "Thor: Regnarok"? Ja idę jutro po raz... uwaga uwaga... czwarty i mam wrażenie, że ten film nigdy mi się nie znudzi. Z ręką na sercu (albo na tym skamieniałym czyś co dudni w mojej klatce piersiowej piersiowej) mogę stwierdzić, że jak na razie jest to najlepszy film MCU. Tylko doczekać teraz do "Avengers: Infinity War" i będę mogła stwierdzić, że jestem spełniona.

No nic, mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest (nawet jeżeli odczuwam wrażenie, że zostały tu jedynie duchy) i że wierzycie, że kiedyś wrócę - tym razem na dobre. Potrzebuję tej wiary.

Pozdrawiam, Mrs. Darkness

środa, 3 maja 2017

Rozdział 1 / Wróciłam!

Powiem szczerze...
Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek tu zawitam. Miałam poprawiać to opowiadanie, a zamiast tego tworzyłam nowe, zupełnie zapominając o moim 'pierworodnym dziecku'. Dodatkowo nie miałam ani grama weny co do tej opowieści mimo, że zapowiedziałam drugą część już dawno, dawno temu. Obietnica poprzestała na niczym, bo nie byłam w stanie zamienić jej na czyny. Ale dziś, właśnie dziś, doznałam olśnienia. Prawie w amoku napisałam cały rozdział, odrywając się od komputera tylko na krótkie wędrówki do toalety, bo bałam się, że jakakolwiek przerwa sprawi, że moja wena na nowo zniknie, a moje nadzieje na tego fanfica znikną bezpowrotnie. Dlatego siedziałam i prawie dwie godziny pisałam nowy rozdział, zdumiona faktem, że jeszcze jestem w stanie to robić. Oczywiście nie jest on pełen akcji, może po tak długiej przerwie powinnam była postarać się nieco bardziej, ale osobiście jestem zadowolona z rezultatów. Potoczyły się nieco innym torem niż początkowo planowałam, ale bieg wydarzeń będzie prowadzić do ostatecznego planu. 

Bardzo dużo nauczyłam się przez tę przerwę. Na pewno moje umiejętności pisarskie wzrosły, jestem już po napisaniu dwóch opowiadań, plus zaczęłam nieskończoną liczbę kolejnych, które mam zamiar skończyć w niedalekiej przyszłości. A moja głowa wciąż roi się od niewykorzystanych pomysłów, które kiedyś mogą stworzyć kolejne 'dzieła'. 

Mam nadzieję, że ktoś z moich czytelników jeszcze tu jest, jeszcze czeka. Tym razem postaram się nie zawieść. 

Mrs. Darkness








Dziewięć światów zostało zbudowane na bardzo konkretnych zasadach.
Połączone były ze sobą nierozłączną więzią sprawiając w ten sposób, że losy jednej krainy ściśle oddziaływały na pozostałe osiem. Tak więc, jeżeli Asgard walił się na łeb na szyję to i Alfheim, i Wanaheim, i nawet podziemny Nilfheim odczuwały skutki problemów Wiecznego Królestwa. Jednak zwykli mieszkańcy, choć dobrze zdawali sobie sprawę z takiego łańcucha przyczynowo- skutkowego nie byli świadomi, że prócz nich istnieje coś jeszcze. I nie chodzi tu o nieodkryte cywilizacje. Tak się zdarzyło, że wszechświat nie kończył się wyłącznie na tym w co wierzyli Germanowie. Tego wszystkiego było więcej, znacznie więcej, a największa więź pojawiła się wśród bogów nordyckich, greckich i egipskich. Ich rzeczywistości powiązane były nie tylko wierzeniowo, ale te trzy światy zostały również skazane na jedną konkretną przepowiednię zaplanowaną od wieków i zapisaną w księdze Norn. Apokalipsę. Kres czasów, ostateczny koniec, zagłada nie tylko ludzkości, ale wszystkiego co żywe i martwe, ziemskie czy nadprzyrodzone. Ale od tego momentu dzieliły ich jeszcze setki tysięcy lat, w końcu data już dawno została wyznaczona i nic nie wskazywało na ty, by w najbliższym czasie miała ulec zmianie.

Hel dowiedziała się o ów zmianie, całkowicie przypadkowo. Nikt nie przygotował jej na takową ewentualność, niezależnie od tego jak wiele razy bogowie przypominali jej o tym, że wcześniej czy później nadejdzie dzień sądu i ostateczny kres czasów. Kres jej panowania. Bo następstwem zagłady miała być wieczna szczęśliwość, radość, a przede wszystkim- brak śmierci. Jeżeli ludzie nie umierają to znaczy tyle, że nie ma miejsca dla królowej krainy zmarłych. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ona sama musiała wypełnić pradawną przepowiednię; z własnej woli skazać się na męczarnię znacznie gorszą niż to co przeżywała przez miliony lat, zamknięta w podziemnej krainie wypełnionej po brzegi ubolewającymi duszami grzeszników. Na takie poświęcenie nawet ona nie była jeszcze gotowa.
- Mój ojciec po raz kolejny sprowadził na mnie nieszczęście – powiedziała do siebie, tonem pozbawionym emocji, a jednocześnie tak złowrogim, że nawet szczątki gnijące na dnie kotłów wypełnionych piekielnym ogniem wzdrygnęły się w strachu. Kobieta wiedziała, że Loki jeszcze nie jeden raz przysporzy jej niechcianych problemów – żywy czy martwy, wciąż stanowił niemałe zagrożenie. Nawet w jego obecnym położeniu, gdy był zdany jedynie na jej łaskę mógł okazać się znacznie bardziej niebezpieczny niż ktokolwiek mógłby się po nim spodziewać. Ale Hel znała swojego ojca na tyle dobrze, by mieć tą świadomość, że właśnie teraz, na końcu jego szalonego, pogmatwanego umysłu powoli rodzi się plan ucieczki – oszukał ją nie jeden raz i nic, ale to nic nie wskazywało na to, by miał zamiar zaprzestać.
- Wezwijcie go! – rozkazała krótko, zwracając się do zakapturzonych postaci, których lubiła nazywać Żniwiarzami. Można powiedzieć, że nadawali śmierci charakteru, przechadzając się po królestwie z kosami dzierżonymi w kościstych palcach. Ale ich głównym zadaniem było przede wszystkim wykonywanie zadań powierzonych im przez ich królową. I może jeszcze utrzymywali jej zdrowe zmysły w ryzach, aby samotność przypadkiem nie odbiła się piętnem na jej i tak już podupadłym zdrowiu psychicznym. W końcu komu przyda się szalona królowa?

***

Loki od bardzo długiego czasu nie był świadomy tego co działo się wokół niego. Nie wiedział jaki był dzień, jaki miesiąc, nie potrafił rozróżnić nocy od mroku, bo tylko takie występowały w Krainie Hel. Przez większość czasu siedział nieprzytomny w celi, zmuszając się do tego by dalej oddychać, by nie stracić zmysłów, niezależnie od tego jak bardzo tutejsze potwory starały się o to, by uczynić z niego szaleńca. Hel zadbała, by jego dusza wciąż była ściśle połączona z jego słabym ciałem, potęgując tym jego ból. Bo w końcu nie mógł umrzeć od ran, a jego skóra, ciało, kończyny nie mogły nie wytrzymać zadawanego im cierpienia, niezależnie od tego ile razy łamane czy rozrywane były – i tak następnego dnia lub, żeby było zabawniej, kilka dni później, wszystko wracało do normy. W ten sposób jego córka mogła w nieskończoność kontynuować swoje tortury, przynajmniej w połowie dopełniając swojej zemsty. Jakby miał jakikolwiek wybór co do tego gdzie ją umieścić. To był jedyny sposób, żeby zatrzymać ją żywą.
No… prawie żywą.
Ale ona tego nie rozumiała. Kobieta była przekonana, że zrobił to dlatego, by uczynić swoje własne życie znacznie wygodniejszym, bez córki na głowie, która bez przerwy zajmowałaby jego myśli. Jednak czy była blisko czy daleko, w odległej krainie – tak czy inaczej nie potrafił przestać o niej myśleć. Nie mógł powiedzieć, że zasługiwał na tytuł ojca roku, ale zrobił wszystko co było w jego mocy, by zapewnić jej bezpieczeństwo. I co dostał w zamian? Jedynie ból, cierpienie i wieczne męki – na tyle zdał się jego genialny plan.
Chyba nie oczekiwałeś, że przyjmie cię czerwonym dywanem i dźwiękiem harf? Zasłużyłeś na wszystko co cię spotyka, jeżeli nie ze względu na nią, to ze względu na wszystko inne. Zniszczyłeś tyle osób, że to nigdy się nie skończy.
Loki przeklął cicho, gdy głos w jego głowie po raz kolejny dał o sobie znać. Powoli zaczynał się zastanawiać czy może rzeczywiście nie oszalał; może to, że tu wylądował było jedynie nieuniknionym skutkiem, ironicznym podsumowaniem całego jego, niezbyt urokliwego, życia. Czy fakt, że już wcześniej słyszał w głowie ten przeklęty głos, coś na kształt kompasu moralnego, jego własnego kata – czy pobyt w piekle jedynie zaostrzy jego komentarze? A może jego życie to jedynie iluzja, przelotny sen, z którego jedyną prawdziwą rzeczą było jego szaleństwo? „Pleciesz głupoty. Samotność nigdy ci nie służyła” skarcił się w myślach, odsuwając na bok rozterki drugiego rzędu. Musiał się stąd wydostać, jeżeli nie dla siebie to chociażby dla Rose. Rose. Co się z nią stało, gdy umarła? Co stało się z jej duszą wielokrotnie splamioną przez działania Kłamcy? Sprowadził ją na złą drogę, zrobił z niej kogoś kim nigdy nie była, kim nigdy nie powinna się stać. Tylko dlatego, że Loki tego chciał, że jej potrzebował i nie potrafił pozwolić jej odejść.
- Królowa cię wzywa! – z przemyśleń wyrwał go chłodny, stalowy głos dochodzący zza kamiennych drzwi prowadzących do jego celi. Momentalnie poczuł jak temperatura w pomieszczeniu spada o kilkanaście stopni w dół, a jego skóra stopniowo zmienia swój kolor. To się nie dzieje, pomyślał, obserwując jak jego niezdrowo blade ręce z każdą sekundą przybierają niebieski odcień. Nawet nie zorientował się, gdy na jego błękitnym nadgarstku zaciska się trupia, koścista dłoń Żniwiarza sprawiając, że z trudem jest w stanie złapać kolejny oddech. Przed oczami pojawiają się czarne plamy, a on traci kontakt z rzeczywistością w momencie, gdy siłą zostaje wywleczony ze swojej celi.

Kiedy udaje mu się odzyskać przytomność znajduje się już w zupełnie innym miejscu; nie są to lochy, ani sala tortur, z którą zaznajomił się na tyle dobrze, by móc ją poznać nawet, gdyby jakimś cudem królowa postanowiła odebrać mu zdolność wzroku. Zamglonym, rozproszonym spojrzeniem rozgląda się wokół siebie, nie będąc w stanie skupić się na niczym co się tam znajduje. Ma wrażenie, że jego klatka piersiowa przygnieciona jest czymś co najmniej tak ciężkim jak młot Thora, a mimo wszystko wciąż jest w stanie oddychać. Nie rozumie co się dzieje, jego dotychczas czysty umysł, zaśmiecony jedynie nieprzychylnym mu głosem, teraz był całkowicie ogłupiały na okoliczności w jakich się znalazł. I to właśnie niepokoiło go najbardziej.
- Po raz kolejny mam przez ciebie problemy – cichy, melancholijny głos dobiegł go z któregoś punktu, umieszczonego sam nie był pewien gdzie. Ale był to znajomy głos, bardzo znajomy, choć on nie był w stanie zlokalizować w swojej pamięci tego skąd dokładnie go znał. Czemu miał wrażenie jakby jego mózg z nieznanych mu przyczyn stopił się w plazmę, z której on już na pewno nie będzie mieć żadnego pożytku? Czy to możliwe, że oszalał?
- Nie rozumiem… gdzie… gdzie jestem? – spytał, ochrypłym głosem, nie mogąc oswoić się z tym jak w tej chwili brzmiał. Jego wzrok wciąż błądził po ciemnym pomieszczeniu, całkowicie nie odnajdując się w otaczającym go mroku do którego już od kilku minut powinien był się przyzwyczaić. Dlatego prócz podejrzeń szaleństwa zaczynał rozważać ślepotę, choć nie mógł być już niczego pewien. Nie, gdy jego umysł został zmącony tak wieloma znakami zapytania, które zamiast znikać jedynie się powielały.
- No tak. Twój umysł. Nie martw się, ojcze, niedługo wróci ci jasność myślenia. W między czasie wytłumaczę ci powód twojego… przybycia – nieznany głos po raz kolejny odbił się echem po otaczającym go pomieszczeniu, wracając do niego z taką częstotliwością, że nie był w stanie powstrzymać się przed tym by zasłonić uszy przed niechcianym i wyjątkowo nieprzyjemnym, hałasem. I zrobiłby tu, gdyby nie szczęknięcie metalu oplatającego jego smukłe nadgarstki na tyle ciasno, by odcisnąć na nich swoje piętno. Kajdany. Był więźniem, był ojcem. Był martwy. Loki. Jego własne imię przyszło do niego w chwili olśnienia, wracając mu resztę jego sprawnego umysłu, zwracając mu wzrok i wrażliwość na doznania zewnętrzne. Wciąż czuł się wyobcowany we własnym ciele, jednak zdecydowanie wolał to od ziejącej w czaszce pustki i braku zdolności do oceny obecnej sytuacji. A z tego co zdołał wywnioskować przez te kilka dłużących się sekund to tyle, że jego sytuacja była… patowa. Bo zdążył się przekonać, że jedyną rzeczą gorszą od tortur była jego córka we własnej osobie, zwracająca się do niego w tak spokojny sposób jakby zaraz miała go skrócić o głowę. Gorzej będzie, jeżeli w przypływie pomysłowości posunie się do tego, że Loki będzie musiał tą głowę własnoręcznie złapać.
- Jeżeli znudziło ci się torturowanie mnie to zapewniam cię, jestem o wiele bardziej przydatny poza więziennymi lochami – odpowiedział nonszalancko, skupiając zielone tęczówki na znudzonej twarzy Hel. Na jej lewym ramieniu usadził się czarny szkielet kruka, którego kobieta co jakiś czas raczyła kawałkami mięsa i czarnowłosy musiał się bardzo postarać, by nie obrazować sobie tego w jaki sposób pozyskała owo mięso. Jednego był pewien – nie należało ono do zwierzęcia.
- Nie jesteś mi do niczego przydatny. Zrobiłeś więcej złego nawet nie wychylając się poza swoją celę. A teraz wszystkim nam przyjdzie za to płacić ogromną cenę – spokój Hel uderzył w Lokiego znacznie mocniej niż gdyby wymierzyła w niego gniewnym tonem. A dodatkowo wprowadziła go w znaczną dezorientację, co w jego przypadku było nie lada wyczynem.
- Chyba musisz mówić jaśniej, córeczko. Znany jestem z wielu umiejętności, ale czytanie w myślach zdecydowanie nie jest jedną z nich.
- Chyba znana ci jest przepowiednia dotycząca Regnaroku? – spytała nagle kobieta, na co otrzymała zdziwione spojrzenie czarnowłosego i delikatne skinienie głową, choć z jego twarzy można było wyczytać jawne zaciekawienie. Nie mógł się nawet spodziewać do czego ta zmierza.- Ale jestem prawie pewna, że nie masz pojęcia o tym, że wszystkie apokalipsy połączone są ze sobą nierozrywaną więzią.
- No oczywiście, że tak. Gdy jedyna kraina upada, reszta upada wraz z nią. To chyba oczywiste…
- Nie, Loki. Nie mówię tu tylko o naszych krainach. Nie jesteśmy sami. Istnieje znacznie więcej niż dziewięć krain, które zdążyłeś poznać wzdłuż i wszerz podczas swojego życia. Wszechświat jest znacznie bardziej złożony, ale przekonałam się o tym zdecydowanie za późno – przerwała na chwilę, gwałtownie podnosząc się z majestatycznego tronu i nie zważając na swoją pozycję, zeszła po schodach, powoli kierując się w stronę klęczącego u jej stóp, Lokiego. Dopiero z bliska była w stanie zobaczyć w jak opłakanym stanie było ciało jego ojca; tortury dały swój rezultat o wiele mocniej niż początkowo planowała. Zużyte brudne szaty niechlujnie wisiały na kościstym ciele czarnowłosego, a przez jego cienką, bladą skórę bardzo widocznie przebijał się ostry szkielet, zamieniający byłego boga w kreaturę bliską truposzowi. Kości policzkowe mężczyzny odznaczały się na zmęczonej twarzy znaczenie wyraźniej niż do tej pory, natomiast zielone oczy utraciły swój żywy kolor i przybrały barwę brudnego stawu. I jak ona miała to teraz odkręcić?
- Pradawne wyrocznie związały ze sobą trzy różne wyznania, wydając na nie ten sam wiążący wyrok. Narodziły się razem i razem miały umrzeć. A jeden nordycki bóg miał zacząć apokalipsę reszty – dokończyła, patrząc znacząco na Lokiego, którego wyraz twarzy powoli zmieniał się ze zdziwienia na stopniowe rozumienie tego co właśnie powiedziała Hel. On miał zacząć apokalipsę. On był początkiem końca. Szkoda tylko, że nikt go wcześniej nie ostrzegł, że jego osoba będzie początkiem końca więcej niż dziewięciu światów, które znał od dziecka.
- Ale ja nie żyję. Jak niby miałabym rozpocząć Regnarok skoro gniję w twojej krainie? – spytał, gdy jego zmęczony umysł nie potrafił dłużej łączyć obcych mu faktów. Zbyt wiele nowych informacji spływało na niego w zbyt krótkim czasie, a on nie potrafił zrobić nic więcej jak zdać się na swoją córkę, licząc, że będzie na tyle przychylna by wytłumaczyć mu zaistniałe nieścisłości. W końcu po to go chyba wezwała.
- Właśnie w tym cały problem. Nie żyjesz. Twoja śmierć spowodowała rozłam w łańcuchu stworzonym milenia przed tym jak się urodziłeś. Otworzyłeś pomiędzy nami takie dziury czasoprzestrzenne, że bogowie bez problemu zaczęli przechodzić między krainami, jakby przechodzili przez otwarte wrota. Nastał chaos, Loki. Chaos w którym przyjdzie nam zginąć znacznie gorszą śmiercią niż to co czekało cię ostatnim razem.

Mężczyzna otworzył szerzej oczy, nie spodziewając się tak skomplikowanej odpowiedzi. Nie spodziewał się również, że zostanie ona wypowiedziana z tak wieloma emocjami; w końcu Hel zdecydowanie nie należała do tych ‘wylewnych’ kobiet. Jeżeli chaos wywołuje u Królowej Zmarłych tak silne wzburzenie to ich sytuacja jest gorzej niż patowa. Jest beznadziejna. Z drugiej strony… Loki był bogiem chaosu. Nikt inny nie odnajdywał się w zamieszaniu tak dobrze jak on. Wystarczyło jedynie, żeby wydostał się z tej śmierdzącej zgnilizną krainy, a z łatwością doprowadzi wszystko do znanego im porządku.
- Wypuść mnie – zaczął, a widząc jak jedna brew na kościstej twarzy Hel unosi się w górę, uśmiechnął się cwaniacko, przywołując do siebie najczęściej używaną przez niego maskę. Maskę kłamcy. - Dobrze wiesz, że tylko ja jestem w stanie to naprawić. Z tego co rozumiem różni bogowie pozmieniali swoje stanowiska, apokalipsa może przyjść nieoczekiwanie i to nie z mojej winy, a to znaczy, że potrzebujesz kogoś kto pogrzebie trochę w chaosie by wydobyć z niego porządek. Chyba nie znasz osoby, która nadawałaby się do tej pracy lepiej niż ja.
Hel patrzyła chwilę na ojca z powątpiewaniem jasno wypisanym na jej zmęczonej twarzy. Ale nie miała wyboru. Dobrze wiedziała, że jedynym sposobem na wyjście z problemu jest główny jego sprawca. Zwalczała ogień ogniem i to jak na razie była jej jedyna broń. Nawet tytuł Królowej Zmarłych na niewiele się zdał w zaistniałej sytuacji.
Jeden ruch dłoni przywołał Kłamcę do porządku, pozbawiając go raniących nadgarstki kajdan i odziewając go w jego standardowy strój, dodatkowo wracając mu nieco zdrowia na którym usilnie żerowała podczas jego pobytu w Krainie Zmarłych. Intensywna zieleń wróciła do jego tęczówek, a wraz z nią wrócił charakterystyczny błysk zwiastujący nadchodzące problemy.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, by naprawić szkody, które wyrządziłem. Możesz mi zaufać – powiedział czarnowłosy, kłaniając się przed kobietą, a na jego ustach po raz kolejny zawitał niebezpieczny półuśmiech.
- Tobie nie wolno ufać, Loki – Hel odparła beznamiętnie, odwracając się do niego plecami i po raz kolejny zasiadła na swoim tronie, obserwując jak jej ojciec powoli oddala się w stronę wyjścia z Królestwa. Właśnie wtedy przypomniała się o jeszcze jednej istotnej sprawie z którą powinna zaznajomić Kłamcę.- Jest jeszcze jedna rzecz, która może cię zaciekawić – powiedziała, sprawiając, że Loki zatrzymał się wpół kroku, obracając się w stronę kobiety. – Twoja Rose nie przepadła. Wciąż możesz ją odzyskać.
- Skoro nie ma jej u ciebie to raczej wątpię w to, żeby Valhalla oddała mi ją z powrotem.
- Oh, nie odda ci jej. Bo jej nie posiada. Przejął ją mój… kolega po fachu. Ale ostrzegam – kobieta przekrzywiła głowę, ukazując swoją mniej urodziwą stronę, rozciągającą się w krzywym uśmiechu – jest znacznie trudniejszy w obyciu ode mnie.


***

Dziewczyna nie była pewna tego gdzie się znajduje, jakim cudem się tu znalazła, ani jak długo leży zamknięta w czterech ścianach widząc jedynie ciemność i słysząc krzyki oraz ujadanie ludzi, błagających o litość. Czuła pieczenie skóry, to jak powoli żarzące uczucie wypalało ją od środka, tak że obawiała się, że niedługo nie pozostanie z niej nic więcej jak resztki dymu i siarki. Chciała krzyczeć, ale każda próba wydania z siebie choć odrobiny głosu kończyła się tym, że dźwięki dławiły się w jej gardle pozostawiając ją bez tchu i chęci na dalszą walkę. Nie miała pojęcia jak długo będzie w stanie to jeszcze znosić.
- I co ja mam z tobą zrobić? – niespodziewanie usłyszała obok siebie głos. Nie przypominał on żadnego z tych, które krzyczały do niej o pomoc. Nie, ten głos był przyjemny dla ucha, głęboki, z delikatną chrypką drażniącą struny głosowe. Ale wciąż był dla niej niczym więcej jak obcym głosem, mówiącym do niej bardziej logicznie niż morze innych głosów, które nie miały najmniejszego sensu. I to zaczynało ją martwić, bo miała okazję żyć w tak dziwnych miejscach, że wcale nie zdziwiłaby się, gdyby następnym krokiem byłaby utrata zmysłów. Czy ona w ogóle umarła czy to był jedynie koszmar z którego nie potrafi się obudzić?
- Nie śnisz, skarbie. Nie jestem aż tak zdolny by kontrolować twoje zdrowie psychiczne, więc tu też nie ma powodów do obaw – po raz kolejny tajemniczy mówca odezwał się do niej, ale tym razem słyszała w jego głosie znaczące rozbawienie. Jej nie było do śmiechu. – Zaczynam mieć wrażenie, że możesz mi się przydać, Rose.
Nagle oślepiło ją światło. Jej ręce skrępowane były za jej plecami, natomiast ona klęczała na środku przestronnego pomieszczenia, choć jeszcze chwilę wcześniej była całkowicie pewna, że leżała na zimnej posadzce w klaustrofobicznej celi. Dodatkowo otaczające ją głosy całkowicie ucichły, pozostawiając po sobie przyjemną, dudniącą w uszach ciszę. Nigdy nie była za nią tak wdzięczna jak teraz. Niepewnie rozejrzała się wokół, skupiając uwagę na symetrycznych kolumnach, umieszczonych w każdym z czterech rogów kwadratowego pomieszczenia wyłożonego zdumiewającym, czerwonym marmurem. Była pewna, że kolor budowli sprawia dziwne wrażenie, jakby ten płonął. Naprzeciwko niej znajdował się natomiast znaczących rozmiarów tron na którym rozsadzony był mężczyzna, którego głos słyszała wcześniej. Ale skąd wiedziała, że należał właśnie do niego?
- Łatwo zapadam w pamięć. To jedna z moich niewielu zalet – odparł i teraz Rose była pewna, że to on wcześniej prowadził z nią tą specyficzną jednostronną rozmowę, która swoim charakterem zahaczała o monolog. Zmrużyła oczy, dokładniej przyglądając się twarzy nieznajomego. Był przystojny, temu nie mogła zaprzeczyć. Smukłą twarz, naznaczoną kilkoma zmarszczkami okalał delikatny, ciemny zarost. Pełne usta, wykrzywione były w delikatnym uśmiechu, natomiast jaskrawo niebieskie oczy lustrowały drobną sylwetkę dziewczyny jakby chcąc ocenić to o czym ta myśli. Ubrany był w czerń, jednak nie był to prosty garnitur, jakiego mogłaby się spodziewać. Jego strój wyglądał jak wyrwany z XVI wiecznej Francji, z kołnierzem przeplatanym czerwoną, krwistą nicią i czerwonymi zwiewnymi rękawami. Dziewczyna powoli zaczynała mieć wrażenie, że zamiast umrzeć przypadkowo cofnęła się w czasie.
- Spokojnie, wciąż tkwisz w swoim ulubionym XXI wieku. Ja natomiast zawsze miałem słabość do mody Walezjuszów. Nie można winić mężczyzny za jego upodobania, zwłaszcza, gdy to jedna z niewielu rzeczy o których może decydować – nieznajomy odpowiedział na myśli Rose, po raz kolejny wyprowadzając ją tym z równowagi.
- Kim jesteś? – zapytała w końcu, zdumiona tym, że wreszcie była w stanie przemówić. Jej głos był stanowczy, choć nieco zachrypnięty, ale to nie przeszkadzało jej, by wyrazić w tych dwóch słowach cały gromadzący się w niej gniew. W ostatnim czasie miała go pod dostatkiem.

- Oh no tak, gdzie moje maniery – mężczyzna zaśmiał się, a Rose mogła przysiąc, że widziała jak w jego oczach przez ułamek sekundy tańczą czerwone iskierki. Obserwowała jak ten podnosi się z tronu i wolnym, ostrożnym krokiem zbliża się w jej stronę, ostatecznie kucając naprzeciwko niej. Jego dłoń powędrowała na jej podbródek, nakierowując jej spojrzenie prosto na przejrzyście niebieskie tęczówki.- Mam na imię Hades, a ty, Rose od teraz jesteś moją zabawką. 




niedziela, 6 marca 2016

Witam, znowu

Otóż ostatnio długo się zastanawiałam .

A jakby tak poprawić wszystko co dotychczas napisałam? Zaczynałam tego bloga gdy byłam dopiero w 1 klasie gimnazjum, minęły 3 lata od tego momentu i myślę, że to najwyższy czas, by wszystko zaczęło mieć wreszcie ręce i nogi, których chcąc nie chcąc to opowiadanie nie posiada. Znaczy, oczywiście, kocham to co stworzyłam, to moje pierwsze 'dzieło', jednak myślę, że doszlifowanie tego nie odbierze mu niczego, a może nawet coś zyska? 

Nie wiem, chciałabym się spytać Was o opinie na ten temat. Niestety nie wiem jeszcze kiedy to zrobię, ponieważ jestem w trakcie pisania dwóch fanficów i poprawiania jednego (co swoją drogą idzie mi dosyć opornie, ma ponad 600 stron, a pisane jest przez 3 osoby, więc nie wiem jeszcze jak to połączę ze sobą), jednak obstawiam, że jak się za to wezmę to dopiero w okolicach wakacji. I wtedy, kto wie, może wreszcie zacznę pisać kontynuację, może do tego wrócę. Gdy na nowo wkręcę się w akcję. Myślę, że to spora szansa dla tego opowiadania i dla drugiej części. 

W każdym razie dajcie znać, co o tym myślicie. To BARDZO istotne dla mnie.

Pozdrawiam,
Mrs. Darkness

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dobra, tego posta powinnam była napisać już kilka miesięcy temu, kiedy poczułam, że nie jestem w stanie dalej tworzyć nowych rozdziałów. Nie wiem co mnie tknęło, że wstawiam go właśnie dzisiaj, ale to najwyższa poro, by to zrobić.

Otóż zawieszam bloga.
Nie, nie kasuje. Nie spisuję też tego opowiadania na straty, choć muszę przyznać z ręką na sercu, że mimo iż mam pomysł na drugą część, to nie czuję już tego samego. Pisanie nie sprawia mi już tej samej frajdy, a  wena niemal całkowicie wyparowała. Czuję się z tym źle, bo wiem ile czasu poświęciłam tej historii i traktuje ją prawie jak moje dziecko, od którego wszystko się zaczęło, cała moja historia z pisaniem. 
Tak więc zawieszam, do odwołania. Może niedługo coś mnie tchnie i powrócę z masa nowych pomysłów? Nie wiem tego, mam jedynie taką nadzieję.

Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną i wspierali mnie w pisaniu przygód Lokiego i Rose. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło, a czytając Wasze, czasami naprawdę długie komentarze, moje serce rosło. Tak więc dziękuję i przepraszam, że nie dawałam znaku życia, zostawiając wszystko za sobą.

Pozdrawiam,
Mrs. Darkness 

niedziela, 30 sierpnia 2015

(NIE) MIŁA NIESPODZIANKA

Dzisiaj zostałam powiadomiona przez jedną z moich czytelniczek (z góry bardzo dziękuję Ci za informację Mad Darky, jestem Ci niezwykle wdzięczna), że jakaś osoba bezczelnie kopiuje moje opowiadanie, podpisując się pod nim swoim imieniem i bynajmniej nie ma na to jakiejkolwiek zgody.
W gruncie rzeczy jestem niezwykle oburzona tym faktem. Jak żałosną osobą trzeba być by brać czyjąś pracę i pomysł i wykorzystywać jako swoją? Wciąż nie mogę się nadziwić.
Ze swojej strony dodam jedynie, że z pewnością nie zostawię tego w ten sposób i jeżeli zajdzie potrzeba to sięgnę do mocniejszych środków jeżeli autorka tej strony w przeciągu kilku dni jej nie usunie. Prosiłabym również o to abyście informowali mnie o każdych próbach plagiatu jeżeli przez przypadek na niego traficie.
A tutaj adres bloga powyżej wspominanego:
http://wwwodejdzpl.blog.pl/

Jeszcze raz dziękuję Ci za informację Mad Darky i pozdrawiam,
Mrs. Darkness

czwartek, 27 sierpnia 2015

INFORMACJA

Od razu z góry przepraszam wszystkich, którzy myśleli, że wstawiłam nowy rozdział. Niestety, nie. Jakoś chwilowo nie mam na to jakiejkolwiek weny. Pomysł jest, koncepcja też, ale chwilowo brakuje mi chęci do wykonania. Tak więc przepraszam i z góry uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy rozdział ;-;

Piszę jednak, by poinformować Was o moim nowym opowiadaniu (tak wiem, na takie rzeczy mam wenę, a na opowiadanie o Lokim nie- no cóż tak wyszło).
W każdym razie opowiadanie w gruncie rzeczy opiera się głównie na postaci Syriusza Blacka za czasów Ery Huncwotów. Nie utworzyłam nowego bloga, jednak rozdziały będę wstawiać na wattpadzie ------> Klik (tu macie linka).

Byłabym ogromnie wdzięczna wszystkich zainteresowanych taką tematyką, aby zajrzeli i może nawet skomentowali (?). Byłoby mi bardzo miło :3

Pozdrawiam,
Mrs. Darkness

niedziela, 21 czerwca 2015

Prolog


Chłód.
Wszechogarniające zimno, lodowe skały i… zmarli. Gnijące szczątki pałętające się po królestwie, zmierzające w nieznanym kierunku, szukające drogi do wolności. Jednak ona wiedziała, że coś takiego jak spokojna wieczność nigdy nie nadejdzie. Nie było im dane w ten sposób doczekać Ragnaröku. Nie było im dane zginąć na wojnie czy żyć w rodzinie królewskiej. Zwykli ludzie trafiali do niej, do jej krainy.
Do królestwa Hel.
Kobieta przeczesała kościstymi palcami czarne jak węgiel włosy, owijając jeden z kosmyków wokół wskazującego palca. Przywykła do  patrzenia na śmierć. Przywykła do bycia nazywaną królową zmarłych. Jednak nigdy nie mogła przyzwyczaić się do wymierzania kar. A musiała to robić. Każdy śmiertelnik musiał odpowiedzieć przed nią za swoje grzechy i pogodzić się z tym, że będzie musiał je odpokutować. Natomiast ona była katem. Oczywiście miała do swojej dyspozycji potwory wszelkiej maści wykonujące za nią „brudna robotę”, a jednak… wyrzuty sumienia wciąż nie dawały jej normalnie funkcjonować. Chyba los sprawił jej jakiś wyjątkowo okrutny żart umieszczając ją na tym pustkowiu i odrywając ją od normalnego życia, które w młodości zwykła wieść.
Poprawiła się na bogato zdobionym tronie, przywołując do siebie jednego z krążących nad nią kruków i umieściła go na swoim ramieniu. Przed nią klęczał unieruchomiony łańcuchami mężczyzna. Czarne włosy oblepiały mu bladą twarz, a intensywnie zielone oczy wpatrywały się w kobietę błagalnie.
- I co ja mam z tobą zrobić?- spytała Hel, nie oczekując na odpowiedź.- Tatusiu chyba najwyższy czas odpowiedzieć za swoje grzechy, nie sądzisz?
Na te słowa po krainie rozniósł się ogłuszający dźwięk, który po krótkiej chwili zamienił się w przerażający ryk.
Hel była niewzruszona. Wstała i podeszła do trzęsącego się Lokiego, po czym uniosła jego podbródek obdarzając go przy tym obrzydliwym uśmiechem.
- Może ci się nie spodobać.







****
Uff...
Coś długo mnie tu nie było nieprawdaż?
BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM ZA MOJĄ DŁUUUUUGĄ NIEOBECNOŚĆ.
Ale teraz już jestem, rok szkolny prawie dobiegł końca, egzamin napisany, oceny podociągane. Na moje szczęście 3 klasę gimnazjum kończę z czerwonym paskiem i z średnią 5.0 :D Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo jestem szczęśliwa z tego powodu. Zostało mi jedynie dostań się do wymarzonego LO i mogę spokojnie rozpoczynać wakacje ( q w sierpniu jadę do Londynu, juhuu! :3)
Co do prologu wiem, że nie jest zbyt długi i prawdopodobnie nie jest też zbyt olśniewający. Pisałam go w nocy na telefonie, bo akurat miałam wenę, a jestem pewna, że drugie podejście do napisania tego prawdopodobnie zepsułoby całą moją wizję. Więc mam tylko nadzieję, że nie zawiodę Was tym początkiem. Jeżeli chodzi o następne rozdziały to muszę zrobić sobie dokładny plan przebiegu akcji, więc nie podam konkretnego terminu jednak obiecuję, że na pewno nie będzie to trwało tak długo jak wyczekiwanie na ten prolog.
A tak w ogóle to co tam u Was? Jakie świadectwa, plany na wakacje? Opowiadajcie, opowiadajcie, chce wiedzieć wszyyyściutko :3

Mrs. Darkness


piątek, 3 kwietnia 2015

Informacja

Witam wszystkich!Trochę czasu minęło od kiedy wstawiłam ostatni rozdział i zapowiedziałam powstanie nowej części. Wszystko jest nadal aktualne. Chciałabym jednak z góry powiadomić wszystkich, że pracę nad nią rozpocznę dopiero po egzaminach gimnazjalnych (21-23.04). Bardzo proszę o cierpliwość i na serio przepraszam, że to tyle potrwa, ale... no chyba sami rozumiecie. Od tego po części zależy moja dalsza nauka, przyszłość i te sprawy...
Tak więc jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam ^^

Mrs. Darkness

wtorek, 10 lutego 2015

DOPISEK DO ROZDZIAŁU 55 (SPOILERY)

UWAGA!
JEŻELI KTOŚ NIE CZYTAŁ JESZCZE ROZDZIAŁU 55 NIECH OMINIE TEN POST. SPOILERY!!!

*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*

Zanim mnie pobijecie, chcę powiedzieć, że TO NIE JEST KONIEC. Chciałam jedynie wzbudzić powszechne oburzenie ( he he).
Zaplanowałam drugą część mojego opowiadania. Może niektórym z Was się nie spodoba mój pomysł, ale mam ideę i nie chcę jeszcze kończyć przygody z Lokim i z tym opowiadaniem. Tak więc pociągnę to do drugiej część która będzie opierać się już na całkowicie nowych wydarzeniach. Niedługo możecie się spodziewać jakiejś zapowiedzi czy coś w tym stylu.
Chciałabym się tylko poradzić Was czy zostać na tym blogu czy może stworzyć nowego dla nowej częśći??  Piszcie czego oczekujecie ^^

Rozdział 55



Moi drodzy!
Boże, jak ja dawno nie miałam okazji tego pisać. No cóż, mogę powiedzieć... 
WRÓCIŁAM.
Oby to  był powrót na dobre, bo wiem jak irytujące mogą być dla czytelnika TAK długie przerwy, jak ja Wam serwowałam. Jestem podła, bez najmniejszych wątpliwości. Ale gdybym nie była, nic by nie powstało, nieprawdaż? XD
A teraz może przejdę do mojego wytłumaczenia i tego co robiłam przez cały ten czas. Otóż.
Jak już wspominałam jestem typem osoby, która łatwo ulega urokowi poszczególnych postaci. I jeżeli już ulegnę, to możecie być pewni, że szybko mi to nie przejdzie. Tak więc po obejrzeniu "The Breakfast Club" (best film ever, btw. widział ktoś? :D), zostałam zauroczona przez postać Johna Bendera grana przez Judda Nelsona (z którym oczywiście musiałam obejrzeć większość filmów), a następnie z czystej ciekawości powróciłam do filmu "Atramentowe Serce" nakręconego na podstawie książki o tym samym tytule i... znowu się zakochałam. Tym jednak razem było to całkowicie uwarunkowane, ponieważ aktor, który mi się spodobał grał dodatkowo moją ulubiona postać z książki (dla ciekawskich- Dustfinger aka Smolipaluch). I takim sposobem nadal oglądam fragmenty z Paulem Bettanym. No cóż kolejny Anglik, który mi się podoba (nie wiem czy to kwestia akcentu, czy oni po prostu sa tacy uroczy eh).
Choć w sumie nadal nie napisałam w czym rzecz XD Otóż, kiedy spodoba mi się nowa postać skupiam na niej całą swoją uwagę i nie ma bata, żebym mogła spokojnie wrócić do poprzedniej. Oczywiście nie znaczy to, że rezygnuje z niej, nic z tych rzeczy. Po prostu... nie mogę się tak wczuć. Dlatego też tak ciężko było mi skończyć ten rozdział, bo zwyczajnie nie mogłam skierować myśli na odpowiednią postać.
Ale mimo wszystko napisałam to co miałam napisać i mam ogromną nadzieję, że rozdział się Wam spodoba.



Thor obudził się w zupełnie obcym dla niego miejscu. Nie było to już więzienie w Alfheimie, a jego samego nie ograniczały żadne łańcuchy. Miał też przy sobie Mjölnir. Wszystko było w jak najlepszym porządku, z wyjątkiem jednego, drobnego szczegółu. Jak on się tu do cholery znalazł?!
Wszędzie dookoła znajdowały się skały i piach, natomiast niebo było zdumiewająco ciemne.
- Svartalheim…- powiedział Thor, rozglądając się z przerażeniem po niebezpiecznej krainie. Ostatnim razem kiedy tu gościł, Loki omal nie zginął z rąk łaknących krwi krasnoludów i pomagającej im Amory. Na jego nieszczęście miejsce to nie było zamieszkiwane tylko przez jedne magiczne stworzenia. Była to również siedziba mrocznych elfów- kreatur bardzo groźnych, krwiożerczych i nie znających litości. Do tego szczyciły się inteligencją i sprytem, więc gdyby nie czar rzucony na nie kilka tysięcy lat temu spokojnie mogłyby opanować pozostałe 8 królestw. Thor nie miał jednak pewności, czy nie udało im się już zdjąć zaklęcia. Może tylko czekają na odpowiednią chwilę, aby się zemścić na Odynie i reszcie władców którzy doprowadzili do zamrożenia ich mocy. Miał jednak nadzieje, że tak nie jest, bo inaczej to już koniec.
Gromowładny jeszcze raz rozejrzał się po skalistym krajobrazie. Nigdzie nie było widać żywej duszy, ani niczego co mogłoby w jakikolwiek sposób pomóc mu w przeniesieniu się do domu. Był bezradny. Mógł jedynie czekać i łudzić się, że nastąpi cud.
Nagle rozbłysło jaskrawe światło, a przed mężczyzną pojawiła się Rose. Była wystraszona, prawdopodobnie nie świadoma tego, że przeniosła się do innej krainy. Oto i jego cud.
- Wszystko w porządku?- spytał Thor, podtrzymując dziewczynę, która ledwo utrzymywała się na nogach.
- Emm nie wiem… Gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłam…- pytała dziewczyna, roztrzęsionym głosem.
- Jesteśmy w Svartalheimie- krainie krasnoludów i mrocznych elfów. To jak się tu znalazłaś… no tego niestety nie wiem, bowiem wylądowałem tu w ten sam sposób co ty.
- A kim TY jesteś jeżeli można wiedzieć?
Thor nie wierzył w to co słyszy. Rose nie pamięta go? Ale jak to możliwe… Czemu Loki nie powiedział mu o tym, kiedy odwiedził go w lochu? Zapewne to kolejny z jego głupich wybryków, kolejny podstęp. Tylko dlaczego wplątał w to Rose, dziewczynę którą prawdopodobnie kochał, o ile można przypuszczać, że jego brat posiada zdolność do wyrażania tak silnych emocji. Ale z pewnością była mu bliska… Więc czemu ją wykorzystał… Pewnie jak zwykle przyćmiła go wizja władzy, tronu który wciąż był dla niego cenniejszy od innych ludzi.
- Mam na imię Thor. Może tego nie pamiętasz, ale jesteśmy przyjaciółmi. Dobrymi przyjaciółmi- powiedział bóg, uśmiechając się blado do dziewczyny.
- Cieszę się. Każda osoba potrzebuję przyjaciela, więc cieszę się że nim jesteś- odpowiedziała radośnie Rose. Była taka szczęśliwa, promienna, zupełnie nie świadoma tego, dlaczego nie pamięta. Nie świadoma tego kim była.
- Thor? Mogę ci zadać pytanie?- zaczęła niepewnie dziewczyna.
- Tak?
- Kim jest Loki?
&&&

Loki dźwignął się z ziemi tak szybko jak tylko umiał. Był osłabiony, jego moce nie działały, a do tego miał przed sobą dwóch potężnych przeciwników w tym jeden był bronią, a drugi sterownikiem. Krótko mówiąc- jego sytuacja była żałosna. Ale poprzysiągł sobie, że zemści się, że nie wybaczy im tak łatwo śmierci Friggi. Za bardzo ją kochał, aby odpuścić. Postarał się skupić w sobie pozostałe zalążki po jego magii. Zielone iskierki tlące się w jego ciele, czekające na wydostanie się na powierzchnie. Każda łączyła się z kolejną, aż utworzyły kulę. Kulę która sekundy później wydostała się na zewnątrz i poleciała w stronę Amory popychając ją daleko w tył. Czarodziejka jednak była w znacznie lepszej kondycji niż on. Szybko podniosła się i ruszyła w stronę Kłamcy.
- Nieźle Loki, ale chyba będziesz musiał się bardziej postarać, żeby mnie złamać- powiedziała kobieta, uśmiechając się szyderczo. Czarodziej poczuł ostre kłucie w brzuchu, które chwile później przeniosło się na kończyny. Na samym końcu dotknęło głowę. Był to ból nie do opisania. Loki czuł jakby cierpienie trwało latami. Chciał żeby w końcu się skończyło. Powoli się poddawał.
- Przestań! Starczy… Proszę przestań!- błagał Loki, klęcząc na ziemi i trzymając się za głowę. Nie chciał już czuć tego bólu ani sekundy dłużej.
- Hahahahaha cudownie. Wreszcie „potężny” bóg, kłamca nad kłamcami, klęczy przede mną błagając mnie o litość. Tak długo czekałam na ten moment.
Loki czuł się fatalnie. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie był na tyle zdesperowany, aby klęczeć przed kimś, będąc właściwie pod jego panowaniem. Amora upokorzyła go i w tym momencie nie miał już nawet siły by z nią walczyć.
- Co już się poddałeś? Nie chcesz się jeszcze ze mną pobawić?- mówiła Amora, zbliżając się coraz bardziej do Kłamcy. W pewnym momencie była już tak blisko, że czuła jego zimny oddech na swojej szyi.- Czemu tak szybko odpuściłeś?
Czarodziej widział w oczach kobiety ogromną ciekawość. Kobiety z którą kiedyś łączyło go uczucie, a teraz wiąże jedynie nienawiść. Jak wiele zmieniło się od tamtego momentu.

&&&

Loki patrzył z fascynacją na zwinnie poruszające się smukłe ciało kobiety. Długie, jasne włosy opadały jej na blade plecy, sięgając niemal do pośladków. Obróciła się w jego stronę. Jej twarz była równie piękna co ciało. Jasna, nieskazitelnie czysta cera, zgrabny nos, kształtne usta i piękne zielone oczy kuszące każdego mężczyznę, który się na nią natknął. Była idealna pod każdym możliwym względem.
- Co się tak przyglądasz? Mało brakuje a się zaczniesz ślinić- stwierdziła kobieta, uśmiechając się ironicznie.
- Oh Amora, a jak tu się nie przyglądać tak pięknej kobiecie. Musisz mi to wybaczyć- stwierdził Loki wciągając czarodziejkę z powrotem do łóżka. Objął ją ręką i jeszcze raz spojrzał w jej zielone oczy.
- Jesteś niezwykle pociągająca panienko- dodał Kłamca całując kobietę. Ta jednak szybko się wyrwała.
- Panienko?! Oh kochaniutki nie wiem kto kogo powinien nazywać panienką- zaśmiała się Amora i wyskoczyła z objęć Lokiego. W jednej chwili była już ubrana.
- Wybierasz się gdzieś?
- Oh planuję wielką niespodziankę dla ciebie- odparła kobieta uśmiechając się misternie.
- Nie lubię niespodzianek. Tym bardziej kiedy widzę ten uśmiech. Amora, co ty kombinujesz?
- Oh, nic wielkiego. Mam tylko zamiar zabić Thora.
Loki oniemiał. Nie przepadał za Gromowładnym, wręcz męczyło go przebywanie z nim, jednak żeby go od razu zabić… To już była przesada. Rozumiał, że Amora kiedyś go kochała i została odrzucona oraz, że tak jak on pragnęła władzy jednak to jeszcze nie powód żeby planować morderstwo.
- Zwariowałaś prawda? Nie zapominaj, że to nadal jest mój brat.
- A ty nie zapominaj, że go nienawidzisz. Nie pamiętasz ile krzywd wyrządził ci kiedy byliście mali? Sama byłam świadkiem części z nich. Do tego zranił mnie i wykorzystał. Potrzeba ci więcej argumentów za posłaniem go na tereny krainy Hel?
- Zemsta jest dla ciebie najważniejsza? To jest twój jedyny życiowy cel?- spytał cicho Loki podchodząc do Amory- Z mojej strony powiem tyle- nie pozwolę ci go zabić. Nie póki ja żyję.
Kobieta patrzyła z niedowierzaniem na boga. Czuła się zdradzona. Myślała, że skoro tyle ich łączyło, to ten wesprze ją w jej planach. Jak bardzo się myliła.
- Ah więc tak to wygląda. To chyba przyszedł czas abym nie była jedyną w której sercu zagościła żądza zemsty- syknęła czarodziejka kładąc dłoń na piersi Kłamcy. Jego skóra rozświetliła się zielenią tak, że było widać jak krew przepływa przez jego ciało.- Teraz to będzie się w tobie rozwijać, aż pewnego dnia wybuchniesz tak jak ja wybuchłam teraz.

&&&

- Chyba przyznasz, że przez te wszystkie lata zazdrość zakwitła tak jak tego chciałam. I powiedz- kto z nas jest bardziej szalony?- spytała kobieta, patrząc uważnie na Kłamcę. Ten nie wiedział co ma odpowiedzieć. Przez ten czas udało mu się wyrządzić tyle złego. I nie do końca był pewny co było winne- on czy zaklęcie rzucone przez Amorę. Nie mógł być aż takim hipokrytą, aby wszystkie winy zwalić na czar. On też w tym uczestniczył. On też był szaleńcem.
- Myślę, że jeżeli chodzi o poziom szaleństwa to mamy remis.
- Dobra, starczy tych rozmówek- odparł wreszcie Valestil zbliżając się do czarodziejów- Nasi przyjaciele się zbliżają.
- Przyjaciele?- spytał Loki ze zdziwieniem.
- Oh no tak, że też zapomniałem wspomnieć. Sprowadziłem do Svartalheimu twojego braciszka i kochaneczkę- odparł zadowolony elf. Wszystko szło zgodnie z jego planem.
Kłamca czuł, że ta walka jest dla nich przegrana. Albo wszyscy zginą, albo tylko on, a Thor i Rose będą już na zawsze pod rządami Valestila. Żaden ze scenariuszy nie był zadowalający.
- Co konkretnie kombinujesz królu ? Czyżby kolejny tajemniczy plan?- spytał czarodziej z zaciekawieniem przyglądając się uważnie elfickiemu władcy.
- Chyba dobrze wiesz, że nie powiem ci co zaplanowałem. Będziesz miał niespodziankę- odpowiedział Valestil, uśmiechając się promiennie do Lokiego. Oh jak on nienawidził tego irytującego elfa.
Nagle w oddali pojawiły się dwie niewyraźne postaci. Szły równym tempem, nie przejmując się silnym wiatrem. Kurwa... pomyślał Loki wiedząc że zaraz rozpocznie się wyczekiwane przedstawienie Valestila.
- Proszę o fanfary moi mili- odparł elf , rozkładając teatralnie ręce.- Rozpoczynamy zabawę.
Nagle Amora złapała Kłamcę za  nadgarstek i zaczęła szeptać jakieś zaklęcie.
- Co...- zaczął czarodziej gdy poczuł jak jego ciało ogarnia parzące ciepło. Zupełnie jakby wrzątek zaczął płynąć w jego żyłach. Było to dla niego niezwykle obce uczucie, jako że jego organizm przywykł już do mrozu i zimna. Czy miał czuć,że jako Lodowy Olbrzym doznaje zaszczytu poznania uczucia ciepła? Uczucia, którego żaden z jego “krewnych” nie powinien nigdy doznać. Bo byli w końcu jedynie potworami, prawda? Od kiedy to potworom należy się coś więcej niż śmierć, ból i samotność? A jednak on czuł radość z przypływu upragnionego ciepła, nawet jeżeli paliło jego organy wewnętrzne, nawet jeżeli bolało go to jak cholera. Nie mógł się oprzeć temu uczuciu. Zamknął oczy i na krótką chwilę wyłączył się ze świata. Wyłączył myśli i uczucia. Wyłączył wszystko co mu tak piekielnie przeszkadzało. Niestety rzeczywistość uderzyła go niczym piorun kiedy po pożądanej fali ciepła, ogarnął go mróz z którym żył całe swoje istnienie. Pobudka księżniczko odparła jego podświadomość. Bajka się skończyła.
- Co ty mi zrobiłaś?- wysyczał w końcu Loki, nadal nie mogąc dojść do siebie po doznanej wcześniej przyjemności.
- Niedługo zobaczysz. Myślę, że możesz być zaskoczony tym czego nauczyłam się od czasu kiedy mnie opuściłeś.
Kłamca już miał zadać kolejne pytanie kiedy niebo pokryło się ogromnymi, ciemno szarymi chmurami. Tło dla nich stanowiła krwisto czerwona barwa sklepienia, wyglądająca niczym brama dla demonów. Ale prawdziwe demony są na ziemi i lada chwila będziesz musiał z nimi stoczyć walkę.
- Moi drodzy, jeżeli pozwolicie, chcę wreszcie rozpocząć moje przedstawienie. Dzisiejsza sztuka bardzo ściśle łączy się z dawnymi zwyczajami ziemian, które swoje początki miały w Alfheimie. Będziecie świadkami… publicznej egzekucji- wykrzyczał Valestil, prezentując teatralny uśmieszek. W jednej chwili zjawił się za Thorem i wyszeptał zaklęcie. Ten nie miał pojęcia co się dzieje. Stał jak wryty, próbując zrobić ruch na przód, jednak jego wszystkie mięśnie zdawały się odmawiać posłuszeństwa.
- Długi czas zastanawiałem się od kogo zacząć. Wybór jednak okazał się bardzo prosty. Najgłupszy umrze jako pierwszy. Thorze, czy masz coś do powiedzenia przed śmiercią?
- Chcę tylko wiedzieć jaki jest twój cel w tym wszystkim. Jeżeli chodzi o władzę to twoje działania mają niezwykle płytkie powody.
- Oh. Możliwe, że to co mówisz jest prawdą. Nikt jednak nie powiedział, że nie mogę działać według egoistycznych pobudek, nieprawdaż?- odparł z uśmiechem elf. Po chwili namysłu odwrócił się w stronę Rose.- Siostrzyczko nie chciałabyś mi pomóc? Mówiłem ci o tym człowieku, dobrze wiesz, że zasłużył na najgorszą karę.
- Nie mam zamiaru ci pomagać- odpowiedziała niewzruszona dziewczyna.- Thor opowiedział mi o wszystkich twoich kłamstwach. Wydawał się być po stokroć bardziej wiarygodny od ciebie. A ty- zwróciła wzrok w kierunku oniemiałego Lokiego- nie mogę uwierzyć, że przyczyniłeś się do tego wszystkiego. Z opowieści twojego brata wynikało, że znaczyłam dla ciebie nieco więcej niż chciałeś przyznać. Ale zapewne to też było jedynie kłamstwem.
Loki nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Poczuł ogarniający go wstyd. Wstydził się tego co wyrządził Rose i wiedział, że nie będzie w stanie tego naprawić, nawet gdyby bardzo się starał. W końcu i tak zrobił już zbyt wiele złego, a to tylko przelało szalę goryczy.
- Możesz mnie nazwać kłamcą, ale zdecydowanie nie w tych sprawach- wyszeptał czarodziej zamykając oczy. Mógł zrobić tylko jedno.
- Memoria tua ante coepi, nunc omnino convertere, prius te repente oblitus regreditur- z ust Lokiego wydobywały się słowa zaklęcia, mającego zwrócić pamięć dziewczynie. W jednej chwili ciało Rose rozpaliło się zielonymi płomieniami. Dobrze wiedział co zachodziło w jej głowie- projekcja wszystkich związanych z nią wydarzeń; od samych narodzin do momentu wymazania pamięci. Cały ból, który na chwilę ją opuścił powrócił do niej z nawiązką.
- Ja…- zaczęła, wyraźnie zaskoczona dziewczyna- Ja pamiętam. Pamiętam!
Kłamca uśmiechnął się i już miał coś odpowiedzieć, kiedy jego ciałem wstrząsnął agresywny atak kaszlu. Zasłonił ręką usta. Metaliczny posmak krwi zdawał się rozprzestrzeniać po całym jego podniebieniu.
- Tak się kończy mój drogi nadużywanie swoich zdolności. Całe szczęście twoja zachcianka nie kosztowała cię życia. Byłbym wówczas niezwykle zawiedziony- stwierdził Valestil, spokojnym krokiem zmierzając w stronę Rose.
- No cóż, moja droga- zwrócił się do dziewczyny- byłaś mi zdecydowanie bardziej przydatna, bez pamięci. Co ja teraz z tobą zrobię?

W jednej chwili świat Lokiego stanął w miejscu. Widział tylko bezwładne ciało Rose upadające na ziemię i połysk włóczni trzymanej przez Valestila. Metalowej broni, po której teraz ściekała czerwona krew.
Nie zważając na ból spowodowany wcześniejszymi urazami i używaniem magii, podbiegł do dziewczyny. Jeszcze oddychała, z ogromnym trudem chwytając wiązki powietrza. Była coraz bledsza, choć biło od niej to samo piękno co zawsze.
- Rose.. Nie.. Proszę cię… Damy radę, jakoś… jakoś ci pomogę… muszę tylko się skupić, tak, skupić się… - bełkotał Loki, nie mogąc skoncentrować myśli na jakimkolwiek zaklęciu. W obliczu śmierci był całkowicie bezbronny.
- Nie. Jedyne co mi wystarczy to uzyskanie wiadomości. Jednej ważnej informacji- wydukała z trudem Rose, wlepiając w mężczyznę intensywnie zielone oczy.
- Tak, powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć. Wszystko.
- Czy… czy kiedykolwiek mnie kochałeś?
Loki czuł jak lód okalający jego serce natychmiastowo topnieje. Nie umiał zachować kamiennej twarzy, kiedy na jego kolanach umierała dziewczyna, którą… kochał?
- Tak. Najbardziej na tym cholernym świecie- wyszeptał i zbliżył się do twarzy Rose. W chwili gdy ich usta się złączyły, ciało dziewczyny zastygło w bezruchu. Odeszła.
- Żegnaj- odparł mężczyzna, ścierając z bladego oblicza łzę. Jego łzę. 

&&&

Amora obserwowała wszystko z narastającym przerażeniem. Skoro Valestil zabił Rose oznaczało to, że…
- O nie…- wyszeptała, patrząc na Lokiego, który wolnym krokiem odchodził od ciała ziemianki.

Kłamca nagle poczuł, że coś jest nie tak. Zachwiał się, z trudem utrzymując równowagę na miękkich nogach.
- Co się stało?- spytał Thor, nadal nie mogąc się ruszyć.
- Nie… nie wiem. Nie mam pojęcia, ale… agh!!!- krzyknął gwałtownie łapiąc się za brzuch. Czuł jakby jego wnętrze przebiła armata. I tak było. Z dziury w torsie Loiego sączyła się krew, tworząc pod nim ogromną kałużę.
- Loki!- krzyknął Gromowładny, z desperacją patrząc na blednące ciało brata.
- No proszę, proszę, takiego obrotu spraw się nie spodziewałem- z oddali wydobył się głos elfa, który dokładnie przyglądał się wszystkiemu.- Chyba przeznaczone ci było dołączenie do swojej kochaneczki. A więc nic tu po mnie. Sami potraficie się wystarczająco skutecznie powykańczać.
Przed Valestilem utworzył się ogromny portal.
- Ah.  Jeszcze jedno Loki- krzyknął przed odejściem- Pozdrów ode mnie córeczkę.

&&&


Loki czuł jakby grunt osuwał mu się spod nóg. Nie czuł już ciała, jedynie krew wyciekającą z rany na brzuchu, którą starał się jakkolwiek zahamować. Ale nie mógł. W jednej chwili leżał już na ziemi. Nad nim klęczał Thor.
- Loki! Nie umieraj, proszę cię…- mówił błagalnym głosem. Nie miał pojęcia co robić . Po raz pierwszy w życiu był tak bezradny.
- Ja…- zająkał się czarodziej, nie umiejąc skleić porządnego zdania. W jego głowie panował chaos. Czuł jak z każdą sekundą jego wnętrze pokrywa mróz, z którym był związany całe życie.
- Czemu znowu to robisz? Znowu odchodzisz… Nie zostawiaj mnie po raz kolejny, nie karz mi po raz kolejny po tobie płakać- powiedział Gromowładny, słabym głosem.
Loki nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Thor często pokazywał, że troszczy się o niego, ale nigdy czegoś takiego nie powiedział. Nie powiedział, że za nim… tęsknił? Przez całe swoje życie myślał, że wszyscy mają go za nic, że tak naprawdę większość ze znanych mu osób ucieszyłaby się z jego śmierć. A teraz okazuje się, że te osoby nie powinny być ważne, bo miał przy sobie Friggę, która była dla niego jak matka, którą kochał jak nikogo innego. Ale miał też Thora… Brata, którego skreślił już dawno temu i nie był w stanie przyjąć do wiadomości, że on nadal jest i nad nim czuwa. Bez względu na wszystko. Bez względu na to jak podły był i jak wiele rzeczy wokół siebie niszczył. On zawsze był i go wspierał.
I teraz przyszedł czas, aby zrobić to co już dawno powinno mieć miejsce. Coś na co nigdy nie starczyło mu odwagi.
- Przepraszam…- powiedział Loki. Zimno płynęło do niego ze wszystkich stron, ale musiał dokończyć to co miał do powiedzenia.- Przepraszam za wszystko co zrobiłem i powiedziałem… Przepraszam, że kiedy ty dawałeś mi kolejną szanse, ignorowałem ją i po raz kolejny raniłem ciebie i wszystkich na których ci zależało. Nie zasłużyłeś na moją nienawiść, ale nie mogę uwierzyć, że jeszcze mnie nie znienawidziłeś… Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz…
Thor patrzył w osłupieniu na umierającego brata. Czuł jak łzy napływają mu do oczu, bo wiedział że prawdopodobnie już nigdy go nie zobaczy. Że jak umrze to będzie koniec.
- Wybaczam ci Loki… Wybaczam braciszku…- powiedział Gromowładny, patrząc jak skóra Lokiego pokrywa się czarnymi plamami, a życie uchodzi z jego ciała.
- Dzię… Dziękuję…- odparł Kłamca, po czym zamknął oczy. Odszedł.
- Nie… Niee!- krzyknął Thor. Nie mógł się pogodzić z jego śmiercią. To było zbyt wiele.
- Nie chciałam tego…- Gromowładny usłyszał za sobą głos roztrzęsionej Amory. Stała, bezradnie patrząc się na martwe ciało Lokiego. Po jej twarzy spływały łzy.- Nigdy nie chciałam jego śmierci.
- Ale to ty do niej doprowadziłaś! Nie wiem co ty tu jeszcze robisz…
- Przyszłam się pożegnać Thor. Nie zabiłam go, nie byłabym w stanie tego zrobić. Był jedyną osobą, którą darzyłam tak silnym uczuciem… Mogę mu coś powiedzieć, ten ostatni raz?- spytała, błagalnym głosem. Bóg nie miał serca jej odmówić. Po raz pierwszy był pewny, że kobieta nie kłamie. Odszedł na kilka kroków.

- Nie mogę uwierzyć, że tak właśnie skończyłeś… Ty, silny i sprytny Kłamco… Jak to możliwe, że skończyłeś, umierając na zimnej ziemi… Wiem, że przyczyniłam się do twojej śmierci. Pewnie za bardzo niż bym tego chciała… Moja chora chęć zemsty, doprowadziła cię… Doprowadziła cię tam gdzie nie powinieneś trafić … Bo wiem… Bo znałam cię na tyle długo by wiedzieć, że byłeś… dobrą osobą… Tak, wiem, nigdy nie słyszałeś tego od nikogo, ale ja wiem że to prawda. Że pod ta grubą warstwą lodu, kryło się serce. Że często udało się ją stopić, a wtedy ujawniało się w tobie prawdziwe dobro. Przepraszam, że nie pozwoliłam mu się rozwijać. Przepraszam… Odpoczywaj w pokoju, Kłamco nad kłamcami. Odpoczywaj w pokoju, Loki.

 &&&

Loki otworzył oczy. Pierwsze spojrzenie i już wiedział z jakim miejscem miał do czynienia. Kraina Hel. Królestwo śmierci. Że też znowu przyszło mu tam trafić. 
Spojrzał na swoje ciało, na którym nie było już nawet śladu po ranie. Nie odczuwał również żadnego bólu.
- Śmierć wydaje się być całkiem przyjemna- powiedział do siebie Kłamca, podnosząc się z ziemi.
- Nie byłabym tego taka pewna- odparł głos, wydobywający się  zza pleców mężczyzny.
Loki odwrócił się powoli, jakby bał się tego co zobaczy. Przed nim, na przerażającym tronie siedziała Hel. 
- Witaj tatusiu. Długo się nie widzieliśmy- stwierdziła królowa, uśmiechając się blado, "żywą" połową twarzy- Mamy dużo do nadrobienia.

 KONIEC






niedziela, 19 października 2014

Krótka informacja

*Halo, jest tu ktoś jeszcze?*Pisze po ogromnie długiej przerwie, chyba pobijam swoje własne rekordy w najdłuższej nieobecności. Ale tak to jest w 3 klasie gimnazjum, kiedy właściwie trzeba spiąć dupę i skupić się, żeby nie zawalić najważniejszego roku. Wiecie jak to jest- wybór liceum, który może być jednym z ważniejszych wyborów w życiu. To wszystko jest ciężkie i trochę nas przytłacza (mówiąc "nas" mam na myśli 3 klasy XD).
Ale informacja miała być krótka i treściwa. Dzisiaj zaczęłam pisać nowy rozdział, ale fizycznie nie dam rady go dzisiaj skończyć, a więc możecie się go spodziewać jutro, ewentualnie pod koniec tygodnia. Mam nadzieje, że jeszcze tu jesteście i na mnie czekacie :c 

Mrs. Darkness

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 54 "Pamiętaj o tym"

JESTEM!
Powróciłam z zaświatów, aby kłaniać się przed Wami i po stokroć przepraszać, za.... 3 miesięczną (!!!) nieobecność. Powiem Wam szczerze... napisanie tego rozdziału było prawdziwą walką. Pisałam go w odstępach, dopisując zaledwie po kilku zdaniowym akapicie. Było BARDZO ciężko. Wena mnie olała i poszła sobie nie wiadomo gdzie (jeżeli mnie słyszysz weno, to pliss wróć!).

A teraz inna sprawa...
Jak tam wakacje? :3
Ja jakis tydzień temu wróciłam z obozu kuchni artystycznej, a w czwartek jadę na malarsko-rysunkowy :3 Będę w swoim żywiole ^^ Pod koniec sierpnia prawdopodobnie jadę z rodzicami do Tunezji lub Turcji, ale jeszcze nie wiadomo. Boże, te wakacje tak szybko mijają, że jak tylko pomyśle, że już za 1,5 miesiąca do szkoły, że czeka mnie 3 klasa gimnazjum... MASAKRA!! No ale cóż, póki co staram się o tym nie myśleć. W końcu mamy wakacje! :3

Od razu uprzedzam, że nie mam pojęcia kiedy uda mi się napisać następny rozdział. Muszę najpierw dokładnie przemysleć co będzie się w nim działo, bo znowu mam pustkę w głowie (eh, gdzie te wszystkie pomysły, no gdzie?!). 
Czekam na komentarze pod rozdziałem i na opinię. Serio nie jestem zachwycona tym co napisałam, oczekiwałam zupełnie czego innego, innego efektu. No ale trudno.
Miłego czytania,

Mrs. Darkness






    Rose chodziła po zamku, zaglądając w każdy jego zakamarek. Do tej pory zdążyła już obejrzeć królewską kuchnię, miejsce przebywania służby, łaźnię oraz zbrojownię. Każde z pomieszczeń było na swój sposób wyjątkowe i… magiczne. Dziewczyna nadal nie mogła uwierzyć, że jej bratem był król takiej cudownej krainy jaką był Alfheim i że ona sama była w połowie elfem. Musiała wieść niesamowite życie póki nie straciła pamięci. Valestil nie chciał jej powiedzieć co było powodem jej amnezji, ponieważ stwierdził, że nie ma sensu wprowadzać w jej życie smutnych lub traumatycznych wydarzeń. 
    - Troszczy się o mnie….- powiedziała cicho do siebie Rose, przybierając na twarz promienny uśmiech.         Odkrywała świat na nowo, a razem z nim poznawała nowe emocje oraz doznania. Była niczym dziecko, które dopiero uczyło się chodzić i mówić. Wszystko było dla niej cudownym doświadczeniem, zapewne jednym z wielu jakie ją jeszcze spotkają. Cieszyła się, bo w gruncie rzeczy miała czyste konto. Każdy błąd popełniony w przeszłości nie miał prawa jej teraz zaszkodzić. W każdym razie miała taką nadzieję.
    Dziewczyna wkroczyła wreszcie do ogrodu. I nie spodziewała się, że w tym momencie ujrzy najpiękniejsze miejsce w całym wszechświecie. Dookoła niej posadzone były kwitnące wiśnie, których delikatne płatki porywał lekki wicherek. Cóż za cudowny widok. Trawa tu była soczyście zielona, kwiaty wydzielały cudowną woń. Po prostu raj…
    Na ławie położonej pod jednym z drzew ujrzała tego czarnowłosego mężczyznę, który podobno uratował jej życie. Siedział w samotności, patrząc uważnie przed siebie. Rozmyślał. Bez zastanowienia Rose postanowiła do niego podejść, aby podziękować. Wyrazić wdzięczność za ocalone życie.
    - Czy nie przeszkadzam Panu?- spytała, kiedy znalazła się przy chłopaku.
    - Co?- spojrzał ze zdziwieniem na dziewczynę, jakby wybudziła go ze snu.- Ah, oczywiście że nie przeszkadzasz. Możesz mówić mi Loki.
    Loki… pomyślała. Kojarzyła skądś to imię, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Czyżby ten mężczyzna już wcześniej pojawił się w jej życiu? Może był jej przyjacielem?
    - Może to głupie pytanie, ale… czy my się już wcześniej znaliśmy?


&&&


    Loki nie miał pojęcia jak ma odpowiedzieć na postawione przez dziewczynę pytanie. Czy po wszystkim o czym się dowiedział od Odyna powinien wyznać jej prawdę? A może wytrwać przy planie Valestila i dalej ciągnąć to idiotyczne kłamstwo? Ale nie chciał tego, nie chciał jej oszukiwać. Dobrze zdawał sobie sprawę, że wyrządził jej ogromną krzywdę pozbawiając ją pamięci, ale… Nie! Nie było dla tego co zrobił, żadnego wytłumaczenia. Po prostu nie powinien tego robić, nie po tym co razem z nią przeżył. A teraz stał przed dylematem, który prawdopodobnie zaważy na ich być albo nie być.
    - Owszem, znaliśmy się. I to nawet dość… dogłębnie- powiedział wreszcie, podejmując tym samym ostateczna decyzję.
    - Heh… Żałuje, że nic z tego nie pamiętam…
    - Nie pamiętasz, ponieważ…- już miał dokończyć zdanie kiedy poczuł kłujący ból w piersi. Promieniował on od klatki piersiowej aż po palce u rąk. Wydawało mu się, że jego ciało płonie, a każdy kolejny ruch, choćby drgnięcie, sprawi że spali się żywcem. Nie mógł już logicznie myśleć. Nawet się nie obejrzał jak znalazł się na ogromnym pustkowiu, wśród skał. Niebo było ciemne, a temperatura spadła o kilkadziesiąt stopni. Ból nieco zmalał, jednak to wcale nie poprawiło mu nastroju. Postarał się dźwignąć z ziemi, jednak nie miał wystarczająco dużo siły. Podjął druga próbę i kiedy już prawie stał na nogach ktoś pchnął go z tak wielką mocą że poleciał na odległość paru metrów w tył.
    - Wiedziałem, że mnie zdradzisz, ale sądziłem że zrobisz to nieco później. No cóż, zawiodłem się- Kłamca usłyszał znajomy mu głos. Spojrzał w górę i ujrzał stojącego przed nim Valestila. Wydawał się bardziej potężny niż go zapamiętał. 
    - O ile się nie mylę jeszcze do niedawna nie byłeś w stanie wyczarować nawet portalu, więc jak to możliwe że użyłeś na mnie tak skomplikowanego zaklęcia?- spytał Loki, przyglądając się uważnie władcy. 
    - Oh to nie ja używałem magii, tylko ona- odpowiedział król, wskazując na Amorę, która nagle pojawiła się obok niego. Na twarzy czarodziejki widniał jadowity uśmiech, natomiast w jej oczach szalały iskierki, które zwiastowały żądze zemsty.
    Kiedy ona sobie w końcu odpuści, pomyślał Loki.
    Póki cię nie zabije. Jego podświadomość dobrze wiedziała kiedy zafundować Kłamcy porządną dawkę wsparcia.
    Powinieneś wiedzieć, że Amora nie spocznie póki nie skończysz wąchając kwiatki od spodu. Powinieneś być na to gotowy. Czemu zawsze narażasz swoje plugawe życie z tak głupich powodów jak poczucie winy? Pożegnaj się z tym światem czarodzieju, bo już nie długo zajmiesz miejsce obok Hel i innych nieszczęśników.
    Loki dobrze wiedział, że to jego koniec. Nie miał najmniejszych szans z Amorą, tym bardziej że ta kraina osłabiała jego moce. Valestil dokładnie wszystko przemyślał. Musiał wiedzieć, że ten wcześniej czy później zdradzi go; musiał mieć plan B. Kłamca był pod ogromnym wrażeniem jego zdolności w planowaniu i zaczął żałować, że nie udało mu się wykorzystać młodego władcy. Byłby świetną i przydatną marionetką.
    - Kłamco, prawda jest taka, że od samego początku przeznaczone ci było zginąć. Jednak nie z rąk moich czy też Amory. Zginiesz z własnej inicjatywy- powiedział Valestil, uśmiechając się złowrogo.
    - Chyba nie do końca rozumiem… Czemu miałbym sam pozbawiać siebie życia. Może jestem umysłowo niestabilnym szaleńcem, ale chce pozostać jeszcze trochę na tym świecie.
    - Ty chyba nadal niczego nie rozumiesz. Ale to dobrze, będzie niespodzianka-stwierdził władca, odchodząc na bok. Na jego miejsce, dumnym krokiem, weszła Amora. Patrzyła na Lokiego jak na ostatnią zarazę, którą niezwłocznie trzeba wybić, aby przypadkiem nie rozpowszechniła się po świecie. Kłamca coraz bardziej uświadamiał sobie że czarodziejka, pod względem zemsty, jest większą wariatką od niego. A to już było naprawdę dziwne.
    - Zanim jednak przejdziemy do rzeczy, chcemy ci coś pokazać. Można powiedzieć, że to taki mały prezencik ode mnie dla ciebie. Oby ci się spodobał- powiedziała Amora, również odsuwając się na bok.
    Przed Lokim pojawił się świetlisty pył, zwyczajowo używany do ukazywania tego co dzieje się w innym miejscu, w danym momencie. Obraz pokazał pałacową sypialnie, w której siedziała Frigga. Krzątała się po pokoju, układała książki na półkach, sprzątała w szafkach. Nie wysługiwała się służkami jak reszta bogiń. Chciała zachować choć resztki człowieczeństwa. 
    Kłamca poczuł kłujący ból w piersi. A może to był ból serca? Nadal pamiętał jak bardzo zranił matkę, swoimi słowami. Brzmiało to zupełnie tak jakby się jej wyrzekał, jakby ta nigdy nic dla niego nie znaczyła, ale to nie była prawda. Frigga była jedyna osobą w całym wszechświecie, którą prawdziwie i jawnie darzył miłością. I nie wstydził się tego, bo wiedział że ona nigdy się go nie wstydziła. Nawet wtedy kiedy ją ranił, uważała go za swojego syna.
    Nagle do pokoju jego matki wkroczyła jakaś osoba. Z początku Loki nie widział kto to jest, ale kiedy wreszcie ją ujrzał, nie mógł uwierzyć własnym oczom. W drzwiach stał… on sam. To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Amora stworzyła jego sobowtóra. Tylko pytanie brzmiało: po co? Po co miałby to robić?
    -Matko musimy porozmawiać- powiedział „Loki”, delikatnie dotykając ramienia Friggi. 
    - O co chodzi?- spytała kobieta, odwracając się do „syna” i przybierając zaniepokojony wyraz twarzy.
    - Przepraszam cię- powiedział sobowtór, po czym wbił nóż w serce bogini. 
    - Nieee!!!- krzyknął Kłamca, próbując dźwignąć się do góry; na próżno. 
    Na delikatne skinięcie Amory, przed Lokim pojawiła się jeszcze żywa, Frigga. Jej lawendową suknię pokryła rubinowa krew, lecz jej twarz nie wyrażała cierpienia. Była raczej wprowadzona w stan błogości. 
    - Matko, proszę nie umieraj…- powiedział cicho Loki, kładąc jej głowę na swoich kolanach. Starał się skupić w sobie całą energię, aby użyć zaklęcia uzdrawiania. Jednak nie miał wystarczająco mocy, aby tego dokonać. Nie mógł jej już pomóc. I to właśnie najbardziej go bolało, ta bezsilność. Czuł, że cały jego dotychczasowy świat upada, a jego miejsce zajmuje ciemność. Już wcześniej było mu ciężko, ale teraz, po stracie najważniejszej dla niego osoby, umierał. Lód okalający jego serce, natychmiastowo stopniał. Bolało jak cholera, ale nie umiał powstrzymać tego bólu.
    Loki, słyszysz mnie? Kłamca usłyszał cichy głos, jego matki. Kontaktowała się z nim przez myśli.
    Tak. Odpowiedział. Nie wiadomo dlaczego, ale nie miał ochoty na tę rozmowę. Wiedział, że po niej będzie się czuł sto razy gorzej, że nigdy nie wybaczy sobie tego co się stało. Bo z całą pewnością była to rozmowa pożegnalna. Ostatnia jaką poprowadzą na tym świecie.
    Loki, chce ci powiedzieć, że zawsze będziesz moim synem. Nie ważne jakie błędy w swoim życiu popełniłeś, nie ważne ile osób zraniłeś. Ty zawsze będziesz moim synem, którego uczyłam mówić, którym zajmowałam się tyle lat. Pamiętaj o tym Loki. Pamiętaj, że cię kocham.
    Serce w piersi Friggi przestało bić, a jej oddech ustał. Odeszła. 
    Loki nie mógł uwierzyć w słowa, które usłyszał od matki. Zawsze wiedział, że traktowała go jak syna, ale nigdy nie powiedziała mu niczego takiego jak przed chwilą. Kłamca poczuł, że stracił najważniejszą kobietę w jego życiu i że już nigdy nie będzie mógł z nią porozmawiać. Dopiero teraz uderzyła go strata. 
    Po policzku Kłamcy popłynęła łza. Nawet nie starał się jej powstrzymywać. Już nie miał ochoty zgrywać osoby twardej, bo dobrze wiedział, że przez to żył w kłamstwie. Koniec iluzji.
    - Och jakie to smutne. Adoptowany synek płacze za przyszywana mamusią. Tak bardzo mi przykro- powiedziała Amora, a jej śmiech rozniósł się po pustkowiu. 
    I w tym momencie smutek minął. Jego miejsce przejęła żądza zemsty. Tym razem wybrała idealny moment. 
    Zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni. Pomyślał Loki, podnosząc się z ziemi.

c.d.n